czwartek, 5 maja 2016

Pimp my PS4!

Japonia ma fioła na punkcie gier. Największym zainteresowaniem cieszą się te na telefony, chociaż firmy produkujące "tradycyjne" gierki na konsole też potrafią zbierać swoje żniwa. Przed wyjazdem zrobiłam sobie wishlistę akcesoriów, które chciałam sobie kupić. 

PS4 akcesoria

W pierwszej kolejności podstawkę pod PS4. W naszych sklepach bez problemu można ją zakupić ale skoro już byłam w Japonii, a podstawki po prostu potrzebowałam... to kupiła! Szarą! W teorii chyba miała być biała, ale nawet pasuje do elementów hełmu "czarnego ojczulka". Ta jest oczywiście od Sony ale Yodobashi, w którym dokonałam zakupu miał ich zdecydowanie więcej.

PS4 Star Wars

Niestety dalej, moje oczęta skupiły się na elementach kurzoodpornych. Tego u Nas jeszcze nie widziałam ale pewnie gdzieś dostać takie można. To był raczej zakup nieplanowany. Jakoś tak znalazł się w koszyku.

No i elementy, których w ogóle nie planowałam kupić ale jak zobaczyłam folię ochronną na pada i kocie łapki na drążki, to po prostu, jak zwykła baba w sklepie z cukierkami, oszalałam na ich punkcie. Są dwa kolory, czarny i różowy. Na chwilę obecną zamontowałam czarne. Zobaczymy jak się będzie z nimi grało. Oby dobrze, bo są naprawdę mięciutkie! 

PS4 dualshock

Nie miałam za bardzo czasu aby przyjrzeć się gierkom, nad czym ubolewam strasznie. Ale na półce z grami na PS4, odnalazłam naszego rodzimego Wiedźmina, w jakże atrakcyjnej cenie - tylko 7530 yen. Co prawda, tylko w wersji standardowej ale zawsze coś. I oczywiście jak to Polak, który widzi na obczyźnie produkt krajowy, nie mogłam nie szepnąć słówka do stojącego obok, niczego niepodejrzewającego Japończyka ;)

Wiedźmin Japonia

niedziela, 1 maja 2016

Festiwal piwa w Warszawie.

Tuż przed moim wyjazdem do Japonii, razem z S. wybraliśmy się na organizowany na stadionie warszawskiej Legii Festiwal Piwa. Piwosz ze mnie żaden wybitny ale od czasu do czasu lubię napić się trochę innych trunków, niekoniecznie dostępnych w normalnym, sklepowym obrocie. Rok temu, byłam również na tym festiwalu i bardzo mi się podobało. Miałam ogromną nadzieję, że i tym razem się nie zawiodę.

Warszawski Festiwal Piwa 2016

Nie jestem pewna ale wydaje mi się, że festiwal rozpoczął się w czwartek. Niestety, dotarliśmy na niego dopiero w sobotę i to późnym popołudniem. Dlaczego niestety? Okazał się, że znaczna część browarów nie miała już ciekawego asortymentu na który się nastawiałam. Widać, zapotrzebowanie było znacznie większe niż podaż na trunki.

Warszawski Festiwal Piwa 2016

Liczyłam, że uda mi się napić Milkshake IPA od Omnipollo, czyli truskawkowego shaku z procentami piwa czy też Ice Cream Pale... albo My name in IBU od Brokreacji - gdzie IBU wynosiło 1000 :) S na przykład wybrał mocno czereśniowe kwaśne piwo, którego normalny człowiek nie byłby w stanie wypić... mnie wykrzywiało na wszystkie strony świata!

Warszawski Festiwal Piwa 2016

Generalnie wypiliśmy bardzo grzecznie po kilka trunków tego co było dostępne a przy okazji zagryzaliśmy suszoną wołowinką w sosie teryaki z Kanady, węgierskim langoszem czy też belgijskimi frytkami z majonezem! Można było spokojnie z kubeczkiem wypełnionym pysznościami usiąść na trybunach i cieszyć miłą atmosferą. Chwila wytchnienia od codziennego zabiegania.

W międzyczasie zawiązały się nowe znajomości jak również dołączyli do Nas znajomi S, i ruszyliśmy dalej w miasto do klubu dla motocyklistów. Było fajnie, dlatego z niecierpliwością wyczekuję kolejnej edycji.

Warszawski Festiwal Piwa 2016

Dużo zdjęć nie zrobiłam bo ... piłam ^^

piątek, 29 kwietnia 2016

Czas na odrobinę relaksu z Muji.

Po powrocie do kraju ciągle trzyma mnie jakieś grypo-podobne paskudztwo. Nie wiem do końca, czy to wina zwykłego przeziębienia czy też jak obstawia familia, sprawcą jest podróż samolotem - a właściwie powietrza w latającej puszcze. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek na wyjeździe, a szczególnie w "fazie powrotu" z Japonii byłam chora. Kilka lat temu, gdy wylatywałam do tego kraju, to faktycznie dorobiłam się w Toruniu. Ale przylot? Jakoś nie kojarzę ^^

Anyway, na chwilę obecną szans na dostanie się do lekarza nie mam, bo terminy oczekiwania są tak kosmiczne, że poważanie zastanawiam się na co idą moje składki ZUS. Wzięłam sobie co prawda, jeden dzień wolnego w pracy ale to trochę za mało na "podratowanie" zdrowia. Doszłam więc do wniosku, że muszę trochę odpocząć i się zrelaksować. Co będzie trudne :)

Będąc w Tokyo, nie mogłam nie wejść do Muji. Jestem naprawdę uzależniona od tego sklepu. Jak wiecie, w Polsce póki co mamy tylko jeden sklep tej firmy. Mieści się on w Warszawie, na ulicy Mysiej 3. Problem niestety polega na tym, że ceny w polskim sklepie nie są tak atrakcyjne jak w Japonii. Pewnie jest to związane po części z przelicznikiem walutowym oraz kosztami utrzymania sklepu na rodzimym rynku. 

Kilka lat temu, przywiozłam sobie aromadyfuzor zakupiony właśnie w Muji oraz kilka flakoników naturalnych olejków eterycznych. Cały proces polega na tym, że dzięki falom ultradźwiękowym woda znajdująca się w wewnętrznym zbiorniczku urządzenia przetwarzana jest na przyjemną zapachową mgiełkę. Zapas olejków skończył mi się już jakiś czas temu, więc teraz zakupiłam sobie kolejne opakowania. Tanie one nie są, w zależności od rodzaju, opakowanie 5-10ml kosztuje od 25 zł do 60 zł. W japońskim Muji zapachów jest zdecydowanie więcej niż u Nas, i tak oto będę teraz się inhalować olejkiem z cytryny, słodkiej pomarańczy i owoców.

Muji aromadyfuzor

Muji aromadyfuzor

Tak więc, teraz czas na łóżeczko, książkę i Muji :)

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Powrót trochę niedoskonały.

Uprzejmie informuję, że wróciłam z Japonii wczoraj w nocy. Lata już najwyraźniej nie te, bo jestem strasznie zmęczona. Od momentu załadowania się w samolot na lotnisku Haneda, do momentu wylądowania w Warszawie minęło dokładnie 17 godzin i 29 minut. Czas ten nie obejmuje porannego dopakowywania, transferu na lotnisko oraz transportu do domu. 

Miałam bardzo ambitny plan, aby pisać posty z pobytu w Japonii każdego dnia. Jednak biorąc pod uwagę, że rano wstawałam o 6 rano a do hotelu wracałam o 22 - to energii starczyło mi tylko na 3 wpisy. Na domiar złego, pod sam koniec pobytu złapałam jeszcze jakieś grypo-podobne paskudztwo, i nie czuję się najlepiej. Jestem poważnie zawiedziona i bardzo Was za to przepraszam.

Dajcie mi proszę kilka dni na podładowanie akumulatorów, i zabiorę się za opisanie pozostałych dni. Co prawda jeszcze muszę ogarnąć rzeczywistość związaną z pracą, domem, lekarzem, awarią laptopa, bambusami (!), ślubem i takimi innymi pierdołami ale mam nadzieję, że nie zajmie mi to dużo czasu. 

May the force be with you!


niedziela, 17 kwietnia 2016

Japonia 2016 - Tokyo. Dzień 3.

Staram się śledzić wiadomości. W Tokyo jest spokój - nie odczułam ani wczoraj ani dzisiaj żadnego poważnego trzęsienia ziemi. Dzisiaj stolica została sparaliżowana innym żywiołem, mianowicie potężnym wiatrem. Z tego powodu, wiele pociągów miało opóźnienia a nawet niektóre zostały wyłączone z ruchu jak np. linia Yurikamome na Odaibę.

Dzisiejszy dzień rozpoczęłam od śniadania na Ueno. Chciałam najpierw pójść na szarą strefę ale godzina była jeszcze wczesna, więc nie wszystko było otwarte. Po napełnieniu brzuszka poszłam do Muzeum Narodowego, w którym z lekkiego przymusu pogodowego spędziłam prawie 3 godziny. To, że padało to mało powiedziane - lało jak cholera, a wiatr był mega paskudny. Wracając do samego Muzeum - ekspozycje robią naprawdę pozytywne wrażenie. Eksponaty są mocno zróżnicowane. Szczególnie spodobała mi się ekspozycja mieczy japońskich oraz artystów współczesnych. Zrobiłam trochę zdjęć, więc się nimi dzielę. Lekkie zakupu zostały popełnione w muzealnym sklepie włącznie z parasolką ^^

Tokyo 2016

Tokyo 2016

Tokyo 2016

Tokyo 2016

Tokyo 2016

Tokyo 2016

Potem szybki spacerek, już przy mniejszych opadach deszczu na Ameyoko. Nic się tam nie zmieniło, no może z wyjątkiem tego, że przybyło więcej punktów serwujących kebab... Delikatne zakupy również tutaj zostały popełnione, no bo jakże mogłoby być inaczej.

Tokyo 2016

Potem miałam jakże ambitny plan aby udać się z Shinbashi na Odaibę kolejką "bez motorniczego". Jednak, gdy wsiadłam do Yamanote Line i dojechałam do stacji Yurakucho, stało się to czego się nawet nie spodziewałam. Motorniczy zapodał komunikat, że kilka pociągów jest opóźnionych z powodu na silny wiatr. Na stacji w metrze spędziłam dobre 20 minut. Wysiadłam na Shinbashi i poszłam na przesiadkę na linię Yurikamome. To, że coś jest nie tak zorientowałam się dopiero, gdy na bileciarkach widniał napis "out of service". Podeszłam do punktu i dowiedziałam się, że kolej została zawieszona do odwołania z powodu silnego wiatru. No i po moich planach odwiedzenia centrum Toyoty...

Tokyo 2016

Godzina jednak była odpowiednia na obiad, więc skoro byłam już na Shinbashi to wynalazło się knajpę z pierożkami i piwkiem na uleczenie nerwów, om nom nom :)

Tokyo 2016

Po tym całym zamieszaniu, miałam lekko rozwalony dzień. Jutro jadę do Kyoto, więc postanowiłam, że wrócę do hotelu, chwilę się ogarnę i skoczę do Tokyu Hands, zobaczyć co się tam zmieniło... nic się nie zmieniło :)

Tokyo 2016

Tokyo 2016

Tokyo 2016

Zdjęcia z dnia, tam gdzie zawsze :)