poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Porządki ;)

Od dłuższego czasu zaczęła mi doskwierać malejąca ilość wolnego miejsca na twardym dysku mojego Acera. Z urządzeniem tym działam już dobre 2 a może nawet 3 lata. Nie mogę narzekać, gdyż ani razu mi się nie popsuł. Jest to urządzenie starszego typu więc nie wymagałam od posiadania jakiś super parametrów technicznych.
Nie mam ostatnio czasu na nagrywanie płyt DVD ze zgromadzonymi anime, filmami bądź zdjęciami. Dlatego też postanowiłam zakupić mu zewnętrzny dysk twardy. Długo się nie zastanawiałam i wybrałam całkiem zgrabnie prezentujący się produkt firmy Toshiba (hehe przywiązanie do japońskiej marki). Nowe maleństwo ma 320 GB i waży zaledwie 155 g a co najważniejsze prezentuje się naprawdę dobrze. Więc siedzę sobie dzisiaj w czeluściach Acera i robię porządki. Po powierzchownych oględzinach na Toshibie zostało już 200 GB wolnego miejsca... jak ja to wszystko zgromadziłam na laptopie ^^"


Muszę jeszcze tylko dokupić jakiś rozgałęziacz USB i będzie dobrze ^^

piątek, 3 kwietnia 2009

Nigdy więcej...

Po wyczerpującym dniu, pojechaliśmy do nowo otwartej na osiedlu Derby restauracji sushi. Czasem tak mamy, że lubimy sobie zjeść coś dobrego w knajpie niż robić samemu. Restauracja ta okazała się wielką pomyłką! Dlaczego? Już zupełnie abstrahując od tego, że była mała powierzchniowo (jakieś 25 m2), nie można było palić w środku (nie przypominam sobie ani jednej knajpy w Japan w której nie mogłam zapalić a trochę ich zaliczyłam) - obsługa była gorzej niż kiepska. Wpadliśmy tam ok 14:10, usiedliśmy, dostaliśmy ładnie wydane karty dań (Nie mają mojego tamago!!) a o 14.15 przyjęto od Nas zamówienie. Czekamy... Czekamy dalej... Spoglądam na shoku a on coś tam dłubie za barem, myślę, że robi - czyli dobrze jest. Czekamy dalej... Picie już dawno wypite a w brzuchu burczy (nic nie jadłam od rana). O 15:20 tata dostał swoje zamówienie. Wyglądało to jak psu z gardła wyjęte, łosoś poszarpany na nigiri, maki z pieczonym jakby je walcem przejechano, futo pocięte w jakieś abstrakcyjne kształty, ryż twardy niedogotowany... I się mnie pyta, czy może zjem z nim porcję. Uparta powiedziałam, że czekam na swoją... Czekam więc przeczuwając co będzie... Nieogarnięty kelner zwiał na zaplecze i się w ogóle nie interesuje. O 15:30 tata pyta się o mój set... Kelner, że on wszystko z zamówienia już podał! Wiedziałam... zapomniał o mnie! Tata na to, że przyjmował ode mnie zamówienie na początku. Gość zrobił zakłopotana minę i że on zarar złoży shoku zamówienie. Wstałam, powiedziałam, żeby się już tak na siłę nie trudził. Rachunek proszę.
Wróciłam więc do domu, wstawiłam wodę w czajniku i zjadłam... gorący kubek Knorr.
Jeżeli ktokolwiek czyta tego posta i kiedykolwiek będzie przypadkiem na warszawskich Derbach i wpadnie mu do głowy pomysł aby iść do Suchi Baru, który się tam znajduje... ODRADZAM! Szczerze nie polecam!
Jutro po pracy jadę do Nippon-kanu, tam bynajmniej nie olewają ludzi i mają pyszne jedzonko, dobrą obsługę i szefa, który potrafi przypilnować swoich shoku.