czwartek, 15 marca 2018

Warszawski Festiwal Kawy - marzec 2018

O tym, że uwielbiam kawę wiedzą prawie wszyscy moi bliscy. Rodzice patrzą na to zamiłowanie z lekkim chyba przerażeniem a znajomi śmieją się, że zamiast krwi pewnie w organizmie mam płynną kawę. Choć staram się ograniczać jak mogę ilość wypitego naparu, bo kiedyś potrafiłam wypić 10 filiżanek dziennie, to jednak nie potrafię sobie odmówić tej przyjemności do końca. Co prawda udało mi się zredukować dzienne spożycie do 4-5 kubeczków, to zdaję sobie sprawę, że mimo wszystko jest to nadal duża ilość. 

W miniony weekend wybrałam się do domu towarowego Braci Jabłkowskich w Śródmieściu aby poszwendać się przez kilka godzin pośród ziaren doskonałej kawy. W zeszłym roku na jesieni, również w tym samym miejscu miała miejsce II edycja festiwalu kawy, i tak mi się to spodobało, że termin na tegoroczną, III już edycję wpisałam sobie do kalendarza z wyprzedzeniem. 

IMG_7706


środa, 21 lutego 2018

Ziemia Święta

Kilka dni temu wróciłam z wycieczki do Ziemi Świętej. Miałam możliwość pojechania do Izraela i autonomii palestyńskiej z moją babcią i bratem na 8 dni. Była to raczej wycieczka objazdowa, której głównymi atrakcjami były budowle sakralne. Bardziej byłam zainteresowana obiektami historycznymi niż świątyniami ale możliwość zwiedzenia i zobaczenia na własne oczy kilku kościołów i klasztorów była ciekawym urozmaiceniem. 

Nie jestem jakoś specjalnie religijną osobą, która co niedzielę chodzi do kościoła. Wybieram się tam raczej, kiedy po prostu odczuwam taką potrzebę. Nie chciałabym być źle zrozumiana - wierzę w Boga (bez względu na to jak ma na imię), mój problem bardziej polega z "ewangelią" i postulatami życia codziennego, według których kościół katolicki każe mi żyć. Kwestia wiary jest sprawą indywidualną każdego człowieka i ten wpis nie ma na celu nakłaniania nikogo do akceptacji moich poglądów bądź wywoływania polemiki. Moim zamierzeniem jest raczej zrobienie kilku wpisów opisujących przebieg tej wycieczki wraz z przybliżeniem Wam tego, co udało mi się zobaczyć.

Być może kogoś to zainteresuje na tyle, że będzie chciał sam odwiedzić te miejsca. 


IMG_7040

piątek, 9 lutego 2018

Zmiany.

No i znów minął prawie rok od poprzedniego wpisu. Częstotliwość powrotów i obietnic, że coś się tutaj jeszcze będzie regularnie ukazywało jest bezcelowa. Nie zrozumcie mnie źle. Nie chciałabym zamykać bloga, bo to kawałek mojego życia, historii którymi z Wami się dzieliłam - nie tylko tych podróżniczych, lekko kulinarnych, hobbystycznych czy nawet osobistych. Może dla nielicznych jeszcze nawet użytecznych. Kto wie.

Jednak człowiek im starszy, to trochę zmienia się jego świat. Aż chciałoby się zacytować (chyba najpopularniejszy szczególnie dla mangowców) fragment listu do Koryntian:

"Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. 
Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce"

Chodzi mi o to, że im mamy więcej życiowych doświadczeń, tym inaczej postrzegamy i doceniamy świat wokół Nas. Co innego staje się dla Nas ważne, a inne do tej pory "priorytety" spadają z piedestału. Proces dorastania, tego mentalnego jest trudny ale nieunikniony. Szczególnie wtedy, kiedy zaczynamy czuć się przytłoczeni, i to ze wszystkich stron. Tak jakby karma chciała dać Nam mentalnego kopa i zmusić abyśmy się wreszcie ogarnęli zdejmując różowe okulary.

środa, 12 kwietnia 2017

No to się porobiło.

Rok milczenia (no prawie, bo ostatni wpis był w lipcu ubiegłego roku). Trochę się tego uzbierało do opowiadania, chociaż z drugiej strony - nie o wszystkim chciałabym pisać lub sobie przypominać. Kiedyś oglądałam taki film "Pamięć złotej rybki", zresztą bardzo przyjemna historia. W każdym bądź razie, puenta była taka: pamięć złotej rybki trwa tylko 5 sekund. I człowiek jest bardzo podobny w tej kwestii, bo choć jego pamięć jest dłuższa, to i tak powtarza wszystkie błędy - tak jakby poparzenie sytuacje/wydarzenia nie utkwiły mu w pamięci. 

Trochę zdrowie mi się posypało. Wiem, co powiecie - nie masz 20 lat. Ano nie mam ale to zastanawiające jak wizyta u lekarza internisty może skutkować wypisaniem 6 skierowań do specjalistów w tym nocnej wizyty na SOR. Co prawda pierwszej w życiu ale jakie emocje. Teraz jest trochę lepiej ale jeszcze nie wyśmienicie.

Ubiegły rok to też intensywna praca w ramach PSMJ. Organizacja wykładów, imprez kulturalnych, konferencji, wyborów zarządu i masy papierkowej roboty. Mogę jedynie w tym temacie dodać, że to półrocze zapowiada się równie intensywnie. Wyjazd do Torunia x2, warszawska noc muzeów, no i Matsuri.

Sprawy figurkowe odchodzą na zdecydowanie dalszy plan. To nie jest tak, że straciłam zainteresowanie moim hobby - w żadnym wypadku. Jednak budząc się któregoś dnia w łóżku, po przetarciu oczu dostrzegłam absurdalność i przerost mojego hobby. Mając ponad 350 figurek, które mieszczą się z pokoju i są praktycznie wszędzie, poczułam się "lekko" przytłoczona. Były wszędzie, absolutnie wszędzie! Po ostrych pertraktacjach z moim drugim ja, stwierdziłam, że tak dalej być nie może. Dlatego też, postanowiłam znaczącą ograniczyć ilość figurek w kolekcji i zredukować jej rozmiary do 1/6 stanu. Sprzedaję je. Wiem, to drastyczne posunięcie i naprawdę jestem do nich przywiązana ale tak dalej po prostu być nie może. Brakuje mi miejsca na książki!!!

Wyjazdy. Jak wiecie, moim ulubionym miejscem wyjazdowym jest Japonia i pewnie to się nigdy nie zmieni. Ale coś  mi strzeliło do głowy i postanowiłam pozwiedzać trochę Europę. Najpierw chciałam pojechać do Paryża aby wreszcie zobaczyć Luwr (uwzięłam się na Canovę) - niestety zamachy terrorystyczne. Potem ubzdurałam sobie Włochy - kiedyś co prawda byłam w Rimini ale stwierdziłam, że dawno - to może pojadę. Efekt: trzęsienie ziemi. Ostatnio wpadł mi pomysł na Istambuł... kolejne zamachy terrorystyczne... No i tak zrobił się luty br. a wakacji dalej brak. Wreszcie niedawno kupiłam bilety lotnicze do... tajemnica ^^ Nie, nie Japonia. Zobaczycie w czerwcu.

Praca = zbiorowe wykonywanie dokumentacji po-wykonawczych. Gdybym miała podliczyć je wszystkie od zeszłego roku, to wyszłoby ich tak z 10... Czasami wyglądało to tak, że kończyłam jedną a zaczynałam następną albo jeszcze lepiej - kilka równocześnie "się robiło" - bo wiadomo: dokumentacje same się robią ^^ Żądałam tylko kawy, w nieprzerwanych ilościach. 

Fitness. Good jak ja nie lubię tego określenia. Z uwagi na kwestie zdrowotne i zbliżające się zmiany życiowe musiałam się ogarnąć. Chciałam zapisać się na krav magę, ale niestety chwilowo muszę zrezygnować z tego pomysłu. Wiem  co powiecie - zwariowałaś! Może i tak ale naprawdę mi się ten styl podoba. Jest brutalny ale jest skuteczny! Przecież miecza przy sobie ciągle nie mam ;)

Poza tym niezliczone wydarzenia kulturalne: wystawy, targi, festyny, kino i etc. Od poniedziałku do piątku nie istniałam dla świata ale gdy nachodził weekend, to był znak że czas ruszyć w miasto. Nie będe chyba robiła retrospekcji z przeszłości, raczej postaram się coś wrzucać na "bieżąco".

No... to pokrótce tyle u mnie. A co u Was? :)


czwartek, 14 lipca 2016

A jednak umarł.

Jakiś czas temu opisałam na blogu ( tutaj ) moje perypetie związane z naprawą gwarancyjną czytnika e-booków. Po trzech miesiącach batalii, kiedy to poprosiłam serwis aby łaskawie naprawił to co zepsuł w trakcie ich prac nad urządzeniem, dostałam wreszcie odpowiedź. Nie żeby do mnie napisali. Uzyskanie jakiejkolwiek informacji wymagało ode mnie popełnienia niezliczonej ilości telefonów i wizyt w sklepie "S". 

Finał sprawy jest taki, że czytnika nie mam. Serwis generalnie położył na tę sprawę przysłowiową "pałkę". Sklep natomiast nie był w stanie sprowadzić takiego samego urządzenia wolnego od wad a nawet nie zaproponował innego, zbliżonego parametrami urządzenia. Sumarycznie oddali mi pieniążki. 

Powiedzieć, że jestem zwiedzona to mało. Jestem zła, rozczarowana i zdegustowana brakiem kompetencji, konfabulacją i próbą zbagatelizowania sprawy. Zostałam bez czytnika, bez słowa "przepraszam" i z poczuciem, że jestem "wyłudzaczem pieniędzy". Nie fajnie.

W każdym bądź razie teraz usilnie poszukuję dobrego czytnika e-booków. Prestigio na pewno już nie kupię, bo sama w przypadku podobnej awarii nie chciałabym przechodzić przez to raz jeszcze. A szkoda, bo urządzenie było naprawdę dobre. 

To co mnie interesuje to na pewno spora pojemność, duży wyświetlacz, wi-fi, podświetlanie, interfejs na dole, solidne wykonanie. Na rynku teoretycznie jest sporo takich urządzeń ale jak czytam opinie klientów, którzy kupili poszczególne modele, to łapię się za głowę - czy te urządzenia są tak strasznie wadliwe? Nie wiem ale sądząc po komentarzach jest to wielce prawdopodobne. Anyway, gdyby ktoś z Was miał jakiś sprawdzony czytnik to niech podeśle mi info - będę zobowiązana.