czwartek, 16 września 2010

Japonia 2010 - dzień 1


Dojechałam! Albo jak kto woli przyleciałam do Japonii. Podróż jak zwykle długa i z przygodami ale sumarycznie mogę powiedzieć, że się udało. Wystartowałam z lotniska Warszawa - Okęcie do Amsterdamu. Tutaj podróż odbyła się była nawet przyjemna bo tylko 2 godziny lotu liniami KLM. Na lotnisku Schiphol musiałam znaleźć palarnię, ponieważ jak wiadomo na wszystkich lotniskach został wprowadzony całkowity zakaz palenia. To też się udało. Miałam tylko godzinę na papierosa i uzupełnienie zapasów kofeiny pyszną kawą z mlekiem. Potem transfer na międzynarodówkę. Sam lot, również liniami KLM z Amsterdamu do Narity trwał 11,5 godziny. Niestety pogoda była paskudna i często samolot wpadał w turbulencje. O jedzeniu na pokładzie nie będę się wypowiadać przez grzeczność.
Do Narity przyleciałam o 11:20 czasu Tokijskiego. Tylko 40 minut zajęło mi przedostanie się przez odprawę i odebranie bagażu. Na lotnisku czekał na mnie przedstawiciel firmy JTB i szczerze mówiąc nie wiem dlaczego, bo nigdy nie musiałam do nich dzwonić, że mam jakiś problem podczas podróży. No ale chciał, więc się pojawił. Trochę było mi głupio, bo zajął się pilnowaniem bagaży gdy poszłam zapalić albo napić się czegoś. Chciałam go zaprosić na kawę ale nie dał się przekonać :) Japończycy to dziwny naród ale mam nadzieję, że Wedlowskie smakołyki które mu dałam w prezencie będą mu smakować (ich też na początku nie chciał przyjąć, tłumacząc że polityka firmy mu na to nie pozwala). Dał mi bilet na NEX'a (to rodzaj specjalnego i szybkiego pociągu z Narity, który jedzie przez całe Tokyo i zatrzymuje się na ważniejszych stacjach). Po 1,2 godzinie dotarłam tym pociągiem do Shinjuku, gdzie znajduje się mój hotel w którym zatrzymam się parę dni. Po zakwaterowaniu byłam już tak zmęczona, że musiałam się ogarnąć szybkim prysznicem i kawą. W Tokyo była już 16 i padało! Długo nie myśląc postanowiłam udać się do budynku Tokijskiego ratuszu, który znajduje się naprzeciwko mojego hotelu. Taras widokowy na jednej z wież na 44 piętrze robił wrażenie jak zawsze. Szkoda tylko, że ta pogoda była niespecjalna bo widok przy ładnej pogodzie to coś wspaniałego, nawet widać górę Fuji-san.
Po opuszczeniu tego gmachu nie pozostało mi nic innego jak udać się do Lawsona, czyli całodobowego sklepu z jedzonkiem. Zaczęłam oczywiście od onigiri, potem kanapeczki, ciepła bułeczka z farszem, słodka bułka jak z anime Deras (uwielbiam je, wręcz jestem uzależniona, szkoda że takie kaloryczne ale jakże pyszne), kawa i japońskie papierosy. Załadowana zakupami, dotarłam do hotelu. I tak mniej więcej zakończył się pierwszy dzień pobytu w Japonii.

2 komentarze: