Wakacje, znów będą wakacje! Yes, yes, yes. Patrzę sobie codziennie w kalendarz i odliczam dni do wyjazdu do Japan. Z perspektywy lat, to już będzie 6 wyjazd do tego państwa. Wszystko zaczęło się właśnie 6 lat temu a był to rok 2006. Wyjazd zorganizował mój tata, w tajemnicy lekkiej przed moją osobą. Można powiedzieć, że była to swoistego rodzaju nagroda za Ogrodową, czyli zdanie egzaminów końcowych i dostanie się na studia na UW. Co prawda pierwsza jak i druga wycieczka do Japonii była zakupiona - czyli byłam tam z biurem podróży a że zaprzyjaźniliśmy się z Naszym "przemytnikiem" (przewodnikiem w sensie, tylko tata nazywa go przemytnik, gdyż przemyca ludzi z miasta do miasta, no i tak jakoś zostało) to drugi wyjazd, można powiedzieć był w dużej mierze samowolny - grupa swoje a my swoje. Następne wyjazdy były już samodzielne. Nie byliśmy uwiązania grupą, mogliśmy robić co chcieliśmy, luz, słonko i takoyaki :) Japonia to bardzo dobrze opisany kraj dla turystów. Znasz angielski, poradzisz sobie, nie znasz japońskiego - w dużych miastach nie będzie problemu w pomniejszych jakieś komplikacje mogą się pojawić ale bez paniki. Zakres 200 samych słów całkowicie wystarcza, mamy jeszcze ręce do gestykulowania i aparat fotograficzny (chociaż tego patentu jeszcze nie było mi dane wypróbować).
Plan na ten rok już jest, hotele załatwione, bilety lotnicze też, zostają JRP'y ale to jeszcze jest chwila (trzeba zamówić vouchery, wiadomo na 3 miesiące są ważne). W tym roku plan zakłada nawiedzenie:
- Tokyo,
- Matsumoto,
- Nagano,
- Kanazawa,
- Nagoya,
- Hikone,
- Kyoto,
- Osaka.
Dodatkową baterię do aparatu mam, karty też - trzeba będzie zrobić zdecydowanie więcej zdjęć i filmów. Zjeść to czego się jeszcze nie jadło, przejechać najnowszą Shinką, do listy odwiedzonych zamków dodać kilka nowych pozycji i... i cieszyć się życiem, póki się je ma.