poniedziałek, 14 października 2013

Przerwa.

Szanowni Państwo, Panie i Panowie oraz zwierzęta wszelakie... XD

Na miesiąc się z Wami żegnam, gdyż udaje się do Japonii jutro z samego rana. Przepraszam na starcie ale wpisów nie będzie na bieżąco, tak prawdę mówiąc to nie wiem czy w ogóle się jakieś pojawią. Gdyby kogoś interesowało, jakie są główne miasta w których noga ma będzie, to będą to m.in.: Hiroshima, Okayama, Matsue, Kyoto oraz Tokyo. Z czego w Tokyo będę najdłużej ale w planie do odwiedzenia jest kilka innych miast, i stolica będzie raczej służyć jako punkt wypadowy.

Gdyby coś, to maile odbieram normalnie... w miarę ^^

czwartek, 10 października 2013

Toruń, Toruń ach ten Toruń.

Chciałam napisać intrygujący tytuł posta ale z rana nie mam jakoś weny twórczej - starość puka do drzwi albo za mało kofeiny. Jutro rano jadę na kilka dni do Torunia ale spokojnie, nie aby objadać się piernikami ... choć może ;)

Polska Sekcja Miecza Japońskiego współorganizuje rozpoczynającą się teraz wystawę "Tsuba. Arcydzieła japońskiej sztuki zdobniczej". Wystawa jak wystawa, zapowiada się dość intrygująco nie tylko ze względu na eksponaty ale towarzyszące jej wydarzenia. Bizen Osafune Museum, mieszczące się w mieście Okayama jest bardzo prężnie działającym ośrodkiem, który skupia wokół siebie rzemieślników pracujących nad każdym elementem miecza japońskiego. Czyli są tam ludzie od wykuwania miecza, jego szlifowania, wykonywania horimonu, wykonywania tsub, etc. Rozmowy trwały, pertraktacje też, wizyty, odwiedziny, podarunki :) No i mamy, wystawę którą rozpoczyna cykl wykładów. Dokładny program można znaleźć na stronie tutaj

A co moim zdaniem będzie najważniejsze - pokaz wykuwania miecza rzecz jasna :) Będzie się on odbywał 12 października w godzinach wieczornych (19-21), także buchające języki ognia (jeżeli będzie ładna pogoda) dadzą naprawdę niesamowity efekt. No i pokaz będzie wykonywany przez pana Mikami Sadanao , który ma tytuł mukansy, w asyście polskich kowali! Jest to tytuł, przyznawany tylko "najlepszej klasy" twórcom miecza japońskiego.

Jeżeli, ktoś z Was dysponuje czasem to serdecznie zapraszam. Z tego co wiem, japońska delegacja w poniedziałek będzie miała prelekcję również w Warszawie, w Ambasadzie ale już bez pokazów, itd.

Może uda mi się zrobić parę dobrych zdjęć to zamieszczę ^^ 

poniedziałek, 7 października 2013

Referendum a sprawa Warszawy.

Bardzo rzadko zdarza mi się pisać o sprawach społecznych albo politycznych a tyczących się życia codziennego, szczególnie tego polskiego to naprawdę, takie wpisy na palcach jednej ręki można by policzyć. 

Od jakiegoś już czasu toczy się zacięty na szczytach władzy politycznej (i nie tylko) spór o Warszawę. Prawdę mówiąc, osobiście czuję się już nim trochę zmęczona. Jednak kilkukrotne podsłuchane rozmowy na ulicy, czy w środkach komunikacji masowej skłoniły mnie do zabrania głosu w tej sprawie. Chciałam napisać "ważnej sprawie" ale nie wiem czy to odpowiednie słowo, a dlaczego to wyjaśnię dalej.

Po pierwsze, urodziłam się w Warszawie. Tutaj chodziłam do szkół, zmieniałam miejsce zamieszkania, zanieczyszczałam wysypiska śmieci własnej produkcji odpadami, więc czuję się uprawniona do zabrania głosu. Nie zamierzam mieszać w to mojej rodziny i mówić czy udowadniać od ilu pokoleń "my" tutaj "być".

Na początku myślałam, że na Referendum nie pójdę, bo w sumie do Wyborów na stanowisko Prezydenta Warszawy zostało już mało czasu i w sumie, może faktycznie nie ma sensu robić wcześniejszego przetasowania. Wszystko jak i to też kosztuje. Poza p. Guział stał na czele "tego ruchu" (a osobiście go nie lubię; stan ten wzmocnił się szczególnie po wypowiedzi na temat pewnej nieszczęsnej biegaczki). 

Potem, Premier RM udzielił wywiadu, w którym zapowiedział, że gdy obecny Prezydent zostanie odwołany to na stanowisko Komisarza zostanie powołany (uwaga, uwaga!) osoba odwołana ze stanowiska. Kpina? Hmm... nie bo w sumie Premier może mianować kogo chce. Jasne, argument o odpowiedzialności politycznej jest uzasadniony ale Trybunał Stanu jakoś chyba szybko się nie zbierze.

W momencie zbierania głosów za Referendum, wyszło jeszcze kilka ciekawych spaw - włącznie z opłacaniem wolontariuszy. Również to, że partia prawicowa się w to włączyła i podniesiony został argument - "a skąd finansowana". No oczywiście, że z budżetu, bo składki poszły na co innego - na ochronę Prezesa... a nie moment - Prokuratura jednak umorzyła postępowanie :) 

Anyway... rozmowy pośród ludności Warszawy o tym, czy pójść i zagłosować czy nie pójść i też zagłosować toczą się w najlepsze. Rozmowy zarówno osób, które pod Referendum się podpisały ale ich głos nie jest liczony z uwagi na fakt niemieszkania w mieście (więcej jest tych co się oburzają z tego powodu ale i są też tacy, który rozumieją), no i tych co mieszkają ale maja wątpliwości czy cokolwiek to da. Premier przekonuje, że w sumie nie trzeba iść ale "kto się słucha" Premiera ^^"

No więc siedzę i myślę, co mi w postępowaniu obecnej jeszcze władzy się nie podobało, m.in:
- zbyt wysokie premie dla urzędników, szczególnie tych z nadania politycznego oraz burmistrzów (plan zrealizowany nie w 100% a nagrody w mln zł);
- ceny biletów w górę a taboru mniej (w obronie 175 murem stoję);
- naprawa Grota-Roweckiego na całe szczęście coraz bliżej ale kilkakrotnie przekładana;
- trasa Armii Krajowej zalana (i to nie jeden raz) a Prezydent problemu nie dostrzega;
- na naprawę wałów przeciwpowodziowych nie ma; mieszkańcy nocą ratowali wraz ze strażą ogród zoologiczny;
- II linia metra miała być już dawno na Euro2012 a u się okazuje, że będzie w kawałkach i to za rok, dwa lub więcej (w sumie na I to się mieszkańcy 25 lat naczekali a jak pompa przy otwarciu była);
- paraliż komunikacyjny w dniu matur i obwinianie dziennikarzy, że informacji nie przekazują (to najchętniej bym bez komentarza pozostawiła);
- Most Północny lewo oddany a już musi iść do naprawy;
- zalany tunel, ponownie zalany w dniu otwarcia...

No to tyle ciekawostek jakimi uraczyła mnie osobiście pani Prezydent w ostatnim czasie. Co prawda w czwartek wyjeżdżam na kilka dni do Torunia ale obiecuję, że wrócę w niedzielę aby zagłosować. Nie dlatego aby wesprzeć partię prawicową, która pseudo "godziną W" zachęca do udziału - bo akurat używając tego hasła, tego znaku mnie wkurzyli i tyle. Pójdę tylko z jednego prostego powodu "jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie" - no to teraz ja chciałabym być tym Bogiem i wylać na głowę w celu otrzeźwienia kubeł zimnej wody. Może Pani Prezydent zrozumie, że sprawowanie takiej funkcji wiążę się przede wszystkim z obowiązkiem (choć chciałoby się powiedzieć, że z mlekiem matki wyssanym) szacunkiem do ludzi w tym również do mieszkańców. To "my" wybieramy władzę, i w każdej chwili tą władzę możemy odwołać, więc z całym szacunkiem - proszę mnie nie traktować jak śmiecia.

Ale każdy medal ma dwie strony, podobnie zresztą jak ta sytuacja. To nie jest tak, że obecna władza siedzi na stołkach, pije kawę i wcina ciasteczka. Pozyskiwanie środków unijnych, ich wykorzystywanie (gdyby nie te kary za nieterminową realizację to byłoby naprawdę pięknie). Imprezy cykliczne, wreszcie ukończone Centrum Kopernika, naprawa dróg (no gdyby się tak jeszcze nie psuły). Miasto się zmienia bo musi, jest nas coraz więcej a tym samym komunikacja, usługi (edukacja, opieka zdrowotna, etc) powinny nadążać za wzrostem populacji. To ciężkie zadanie ale to zadanie może realizować tylko ratusz, bo tylko on jest do tego uprawniony a nie zwalać zadania na samorząd terytorialny i cieszyć się, że Nam ubyło a im przybyło. Za zadaniem powinny iść fundusze. I w tym momencie jestem za zniesieniem janosikowego - bardzo mi przykro. Ten kto mieszka tutaj i pracuje, uczy się, bierze kredyty na mieszkanie, wynajmuje - powinien odprowadzać tutaj pieniążki tak aby miasto za "martwe dusze" płacić nie musiało. 

Już mi się cieplej zrobiło, ciśnienie też odpowiednio wzrosło a moje wewnętrzne wątpliwości przelały się na wpis - z czego jestem dumna. Jak zawsze przepraszam za zwłokę z postach :) Dużo pracy mam, sporo na japońskim się dzieje, za chwilę Toruń a potem... XD 

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Wiersz Szymborskiej, kino azjatyckie i pewne "ciacho".

Dygresja pączkująca.

Od paru dni robię sobie wieczorki kinowe, w skład których wchodzi generalnie moja skromna osoba, TV i kubek kawy (albo i dwa). Jednym słowem, nadganiam wszelkie zaległości kinowe, które siłą rzeczy i przez lata zbierane wylądowały w szafkach w postaci płyt DVD. Dwa dni temu po raz pierwszy obejrzałam "Igrzyska śmierci" (nie wciągnęło mnie to wybitnie ale zaciekawiło, więc pewnie przejdę się do kina jak będą kolejne części). Wczoraj natomiast obejrzałam film pt. "Trzy królestwa" w reżyserii Johna Woo. Film jak łatwo się domyślić produkcji azjatyckiej, chociaż z drugiej strony może to wcale nie takie oczywiste. Pewnie  i tak większość z Was go już widziała, bo to produkcja bodaj z 2008 roku.

O samej fabule tego filmu za bardzo rozpisywać się nie będę. Generalnie mamy rok 208 n.e., po walkach ukształtowały się trzy terytoria władane przez osobnych panów. Problem polega na tym, że również mamy cesarza, który został przywrócony na piedestał przez jednego z generałów, który to następnie mianowany został na "premiera" - Cao Cao. Zły z niego człowiek, zmierza do obalenia marionetkowego cesarza aby samemu zasiąść na tronie ale najpierw musi pobić pozostałe królestwa. Najpierw atakuje krainę Wu, która to jak łatwo się domyśleć przegrywa - nie mają szans z armią wroga. Ale Wu w sowich szeregach mają, młodego i bardzo zdolnego stratega Lianga, który to z poselstwem wyrusza do trzeciego królestwa z prośbą o wsparcie. A w trzecim królestwie boski Tony Leung! ("Spragnieni miłości", "2046" i wiele innych). I na tym skończę :)

Cała sprawa właśnie tyczy się tego Lianga. Oglądam film (a trwa on dwie godziny z dobrym hakiem) i myślę sobie, że skądś tego "typa" kojarzę, bo na bank chińczykiem to on nie jest, podobnie jak kilku innych aktorów w tym filmie grających. Po obejrzeniu filmu i wydanej ocenie, że fajny był - skoczyłam na Filmweb i szukam. I co widzę, w roli Lianga Takeshi Kaneshiro - myślę sobie "Aha! Returner powrócił!", bo Returner to też tytuł filmu w którym grał główną rolę. Takeshi jest na w połowie japończykiem a w drugiej tajwańczykiem - ale urodę ma chyba bardziej japońską na moje oko.

金城武 飾演 諸葛亮 Takeshi Kaneshiro as Zhuge Liang

( za flickr )

"Ciacho" z poczuciem humoru, również aktorskim ;)



Przejrzałam sobie jego dotychczasowe poczynania aktorskie i natrafiłam na film pt. "Turn left, turn right". A dlaczego akurat zatrzymałam się na tym? Przyznam się szczerze, że mam pewną wrodzoną słabość kobiecą do panów z troszkę dłuższymi włosami, którzy jeszcze w taki nonszalancki sposób spinają je w kucyk. Nie chodzi mi o panów słuchających muzyki metalowej ( O_o ), bo miałabym obawy o swoje zapasy szamponu - wicie, konkurencja ;) No i właśnie Takeshi, na miniaturowym zdjęciu obok tego filmu takie miał. Weszłam na stronę z opisem filmu i czytał (za Filmweb): "Przeznaczeni sobie, ambitny skrzypek i utalentowana tłumaczka, chociaż ciągle mijają się na ulicy, w parku, na koncertach, nawet mieszkają obok siebie, pechowym zbiegiem okoliczności nie mogą się z sobą spotkać. Obraz inspirowany jest wierszem Wisławy Szymborskiej "Miłość od pierwszego wejrzenia", który jest po polsku kilka razy recytowany przez bohaterów filmu".

Turn Left, Turn Right starring by Takeshi Kaneshiro and Gigi Leung

( za flickr )

Wiecie co sobie wtedy pomyślałam (a była 1 w nocy): kino azjatyckie, ciacho Takeshi, wiersze Szymborskiej w produkcji z Hongkongu recytowane po polsku przez aktorów... I wanna see... now!

Znalazłam najpierw wiersz Naszej noblistki, co by się zaznajomić z utworem. Co prawda ja i poezja nie mamy się ku sobie, bo generalnie to na pamięć znam tylko utwór Konopnickiej, która nawołuje że "śmierci pożąda" u swojego lubego, oraz satyrę o biedronce Gałczyńskiego - zresztą moją ulubioną (zainteresowanym podam tytuł) ;) 

Anyway, oto wiersz (chyba po raz pierwszy na moim blogu takie cuda, ale uwierzcie mi to jest potrzebny i celowy zabieg):

"Miłość od pierwszego wejrzenia" - Wisława Szymborska

Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic między nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamiętają -
może w drzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś "przepraszam" w ścisku?
głos "pomyłka" w słuchawce?
- ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamiętają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego już czasu
bawił się nimi przypadek.

Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał.
zabiegał im drogę,
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka 
w zaroślach dzieciństwa?

Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kładł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.

Bohaterowie faktycznie recytują ten wiersz po polsku, choć czasem trudno ich zrozumieć ale uznanie im się należy za starania. Co śmieszniejsze, praktycznie cały utwór literacki został wpleciony w konkretne zdarzenia w filmie, co w moim odczucie bardzo potęguje jego wydźwięk. Może film ten to nie jest produkcja oskarowa ale na tyle zabawna (o gash... co ja mówię, przecież to komedia romantyczna!), że ogląda się ja naprawdę dobrze. No i jeszcze postacie drugoplanowe, które swoim zachowaniem dorzucają do pieca :) 

Film można obejrzeć z angielskimi napisami na YT, i jeśli ktoś dysponuje czasem 1,5 godziny to polecam :)


[pierwsza minuta tego filmu na YT jest z pogłosem ale później już jest normalnie]

środa, 14 sierpnia 2013

Bento z lipca (#40 - #46)

#40

Roladki ze szpinakiem proszę państwa oraz bardzo wiosenna i smaczna sałatka z zabójczo smacznym sosem, którego autorem niestety nie jestem i nikt nie chciał mi zdradzić przepisu... ale nadal pracuję nad jego pozyskaniem ^^ Pudełko z MUJI jest chyba jednym z moich ulubionych i najczęściej używanych. W sumie to nawet nie wiem czemu, trudno to wytłumaczyć :)

Bento #40

#41

I znowu MUJI a w pudełku jak widać kanapeczki z serkiem mascarpone, dużo avocado, chrupki lotos zamarynowany z papryczkami chili (from Japan rzecz jasna) i inne standardowe elementy. Zauważyłam, że zazwyczaj władam do pudełek te same składniki, tylko inaczej poukładane - to trochę nudnawe ale ja też nudna jestem więc pudełka odzwierciedlają moją osobowość - jesteś tym co jesz :)

Bento #41

Bento #41

Bento #41

#42

Coś mi to avocado za szybko zmarniało, mimo że trzymane było w lodówce. Jako element słodki, w bento znalazło się również ciasto a mianowicie sękacz, który zakosiłam tacie. W Japonii też sprzedają sękacze tylko, nie bardzo przypominają Nasze. Dlaczego/ Bo są gładziusieńkie jak pupcia niemowlęcia, ani jednej wypustki. W Naszych, to re "różki" można odrywać i zamaczać w mleku albo w kawie  i na tym polega cała zabawa. Osobiście uważam, że najlepsze sękacze robią w Augustowie. Te from Japan, nie bardzo mi pasują. Dorwałam się również do zamrażalnika i znalazłam małe marchewki, więc postanowiłam je włączyć do pudełka w celu urozmaicenia. No i wyszło tak:

Bento #42

Bento #42 

#43

Kiełki wszelakie plus rzodkiewka, i świat nabiera piękniejszych barw :) 

Bento #43

#44

"... a imię jego 40 i 4"... XD wiadomo chodzi o Adama, zaraz o czym to ja... a tak, bento. Miało być epicko a okazało się, że takuan z malinami smakuje całkiem dobrze. W pudełku również kalafior z obiadu, znaczy resztka tego warzywa. Na deser, ciasteczko marcepanowe z IKEA.

Bento #44

#45

Totalny brak pomysłu ale wydaje mi się, że wyszło całkiem dobrze. No i oczywiście jest ryż :)

Bento #45

Bento #45

#46

Dorwałam się w sklepie do stoiska z owocami, i o ile gruszka oraz melon były naprawdę dobre to kiwi było tak piorunująco kwaśne, że trzeba je było popić czymś słodkim. Bardzo lubię kiwi ale od paru tygodni nie mogę nigdzie natrafić na smaczne egzemplarze. Pomarańcza była lekko kwaskowa ale nadawała się do skonsumowania. Zresztą z tym owocem mam problem natury osobistej, bo o ile w dzieciństwie mogłam jeść je tonami (podobnie było z cytryną) to teraz staram się jej unikać - wyjątek stanowi tequila sunrise ale tam pomarańcza ma troszkę inne zastosowanie ^^

Bento #46

Bento #46