piątek, 3 lutego 2012

Nyanko-sensei i papucie.

Wczoraj system uniwersytecki, który od czasu do czasu przyprawia mnie o skłonności mordercze zakomunikował iż ostatni egzamin został oceniony i mogę spokojnie delektować się całym tygodniem ferii. W takich momentach tęsknię na podstawówką. No ale nic. Z tej euforii wyleciałam z pokoju z okrzykiem radości, postawiłam cały dom na głowie, przyjęłam gratulacje i wróciłam by jeszcze raz sprawdzić usosa. Dziwnym trafem akurat zaczęła się modernizacja techniczna ^^ 

Z tej okazji, znaczy zaliczenia sesji dostała a przyznam się, że nie spodziewałam się prezent. Przez kolejne 10 minut rodzice drażnili się ze mną ale doskonale wiedzą, że jedną z moich miłości i słabości jest kot z tendencją do spożywania alkoholu w dużych ilościach - Nyanko, tak to ten z serii o Natsume. Ja wiem, może w moim wieku to już nie przystoi ale... jak mu się oprzeć! Oczywiście mój duch kolekcjonerski chwilowo zadecydował, że "papuciów" nosić nie będziemy, bo się pobrudzą. Chyba muszę dojrzeć do decyzji ich używania ale jakoś trudno mi się przemóc. Te ogonki z tyłu mnie rozwaliły a te uszy :D

Nyanko slippers.

Nyanko slippers.

Nyanko slippers.

Nyanko slippers.

czwartek, 2 lutego 2012

Zimno...

Na początek dygresja pączkująca. Otóż jakiś czas temu gościliśmy w domu dwóch japończyków. I tyle wstępu. No może dodam, że nie przyjechali do mnie tylko do mojego taty. 

Jeden z nich, Toru-san tak bardzo przestraszył się zapowiadanych temperatur w Polsce, że przywiózł z sobą zapas środków dzięki którym będzie mógł jakoś przetrwać minusowe temperatury. W dniu w którym się spotkaliśmy, był ich ostatnim dniem w naszym kraju. Zapasy zostały i Toru-san zapytał się czy nie przydadzą się nam owe środki. Mniemam, że nie mógł ich już upchnąć w walizce a swoje jednak ważą. Przyznam się, że podeszłam do tematu sceptycznie. Ale dzisiaj gdy spojrzałam na termometr doszłam do wniosku, że w sumie można wypróbować owe "rozgrzewacze". Mój japoński jest dość kiepski ale z tego co zdążyłam się zorientować, plastry te wytwarzają ciepło w procesie utleniania a składają się z opiłków żelaza. Na opakowaniu widnieje informacja, że utrzymują temperaturę do 14 godzin. Więc rano zbieram się do pracy, przyklejam plaster na podkoszulkę na wysokości nerek, a była godzina 6:30. Teraz siedzę sobie i piszę posta a plasterek ciągle grzeje :) Pan Toru również zostawił trochę mniejsze plasterki, które przykleja się pod stopy. Jeszcze nie wypróbowałam ale nie ukrywam, że jak zrobi się jeszcze zimniej to z chęcią sprawdzę. 

Kilka zdjęć, włącznie z informacją czego z plastrami robić nie można. Patent jest genialny i skuteczny - czyli kolejne przedmioty na liście zakupów. 

Aha, gdyby ktoś był zainteresowany - to jest strona producenta.

Kiribai Haru

Kiribai Haru

Kiribai Haru

Kiribai Haru

środa, 1 lutego 2012

Po(sesyjnie).

Bloga zaniedbałam ale nad życiem jeszcze panuję. Dziwnie to brzmi ale taka prawda. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie ale obiecywać poprawy nie będę. Taka już jestem, więc albo moje postępowanie uzyska (realną) akceptację i wybaczenie włącznie ze zrozumieniem albo see ya. Chodzi o to, że... No właśnie. Od listopadowego wpisu minęły wręcz eony a trochę się przez ten czas działo. O pracy pisać nie będę, bo nie widzę w tym sensu. O próbie zaliczenia sesji a rzec na chwilę obecną można, że póki co "pozytywnej" też nie - bo praktycznie przez styczeń nic innego nie robiłam jak romansowałam z knigami. O nowych zdobyczach, nie tylko figurkowych a i owszem, bo trochę się tego nazbierało. O zaniedbanych znajomościach... drogi Buddo i tu mnie walnij byle mocno. O przebytych chorobach, nie no, bez przesady, każdy wie jak wyglądają "smarki" :) 

No i tyle. Ten wpis miał dowieść, że w moich żyłach pulsuje znowu krew i to w całkiem dobrym tempie. Jutro wracam do normalniejszego trybu egzystencji zatytułowanego jak przywrócić blog do życia. Lecę po kawę i knuje spisek :) 

niedziela, 20 listopada 2011

After Japan trip 2011.

Zmiana czasu to naprawdę przekleństwo. Od dwóch dni próbuję się przestawić z czasu japońskiego na polski ale idzie mi to jak "krew z nosa".  Różnica pomiędzy Polską a Japonią wynosi obecnie 8 godzin. Jako, że wylądowałam w stolicy o 21 w piątek (czyli 17.11) a dzisiaj już mamy (patrzę w kalendarz) 20.11 to mam mały zasadniczy problem. Budzę się o 5 rano i już nie mam mowy o spaniu. Masakra! Jest jednak jeden plus - już nie kładę się spać o 2-3 w nocy ale o 22 :) Jestem zmęczona to fakt niezaprzeczalny ale siedzę sobie w domu, próbując się ogarnąć z bagażem i 6 paczkami, które zostały wysłane do kraju, praniem i innymi pobocznymi problemami w tym z pocztą, której uzbierało się od groma pod moją nieobecność. No ale czego chcieć, w końcu w Japonii byłam ponad 3 tygodnie. Dziennie pokonywałam jakieś 10 km na piechotę, do tego pociągi i metro i człowiek się wypalał "energetycznie". Zdjęć mam od groma, wspomnień i historii,  także będzie co opowiadać :)

Jednak dajcie mi chwilę a relacje na blogu się pojawią wraz z fotami. Muszę się ogarnąć, bo jak mówi czasem mój tata "Niedobry jest i czasem złości powrót do rzeczywistości". 


wtorek, 25 października 2011

Japan trip 2011 - day... O :)

To już jutro!

Zostało mniej niż 24 godziny do mojego wyjazdu do Japonii. Cieszę się jak dziecko, nie zrozumcie mnie źle - ja się zawsze z tego powodu cieszę. Jednak, bo zawsze musi być jakieś "ale" - jest tyle rzeczy jeszcze do zrobienia. Teoretycznie jestem wstępnie już spakowana, bardzo wstępnie i pewnie przyjdzie mi jeszcze z kilka razy się wypakować i zapakować od nowa. Przewoźnicy zmienili limity wagowe z 25 na 23 kg dla bagażu głównego i z 10 na 12 kg na podręczny. Nie wiem czemu tak no ale niech im będzie. 

Dzisiaj będzie dzień pakowania Vaio, aparatów, wszelakich ładowarek, etc. Muszę jeszcze odnaleźć etui na paszport, przepakować kasę, pospisywać adresy do przyjaciół (co by kartki powysyłać, bo inaczej mnie dorwą a wtedy = kuku), i masa, masa, ogrom pierdół.

Czyli jutro start będzie z Warszawy do Paryża (chyba około 7 mam start), a potem już prawie 11 godzin i powitam po raz 6 Naritę (jak mnie wpuszczą!). Ląduję w Tokyo około 7-8 rano. Całe szczęście N'EX działa, także połączenie z Naritą i Shinjuku (a tam mam hotel) nie zajmuje dużo czasu - godzina z małym hakiem (ok. 83 minuty) i jestem na miejscu, w wyjątkowo komfortowych warunkach za rozsądną cenę. Teoretycznie mogłabym uruchomić JRP i jechać na free ale Pass przyda mi się później. N'EX do Shinjuku kosztuje jakieś 3,110 yen, więc to nie są jakieś straszne pieniądze - jeśli ktoś chciałby porównywać cenę z innymi pociągami w tym Shinkansenami. Co prawa, mogłabym pojechać linią podmiejską na Ueno a potem przesiąść się w metro; inna opcja to pojechać autokarem - jednak relatywnie patrząc podróż zajmuje więcej czasu ale jest tańsza. Jednak moje 4 litery są przyzwyczajone do wygody N'EX od kilku ładnych lat, a uwierzcie mi, po tylu godzinach lotu nie ma to jak się przespać na chwilę w wygodnych fotelach, z dużą ilością miejsca na nogi i taką pierwszą, typowo japońską przemiłą obsługą z wózeczkiem pełnym smakołyków i tym cichym "coffee, bento, ice-cream..." :)