czwartek, 11 grudnia 2008

Dragon Ball

Jak zapewne część z Was wie (mówię o tej części, która kiedykolwiek miała do czynienia ze starymi anime i mangami) DB doczekało się wersji aktorskiej, dodam iż produkcji amerykańskiej... Nie wiem czy uboloweć nad tym faktem, śmiać się czy może wypowiedzieć się dopiero kiedy ową produkcję obejrzę okiem krytycznym. Podobno sama Ayumi Hamasaki ma zaśpiewać przewodnią piosenkę do filmu. Sama zainteresowana przyznała, że jest wielką fanką DB... kreskówkowego :)
Czas na porównanie:



A teraz istotne pytanie: kto chce ze mną iść na to do kina? :)

piątek, 21 listopada 2008

Hello Kitty

Śliczna koteczka dostępna w polskim Orange? Mam kilkanaście wiosen na koncie ale taki telefon powoduje u mnie włączenie funkcji : chcieć! W sumie również na brak telefonów na swoim wyposażeniu narzekać nie mogę: iPhone i Nokia E61 ale ale ale on jest taki śliczny ^^
Uzasadnionym był by zakup takiego cudeńka dla dziecka ale go nie mam łeee :D


poniedziałek, 10 listopada 2008

Gdybym miała katanę...

Jestem wściekła!!!
Rzucam "kurwami"!!!
Powód?
Bardzo prosty i oczywisty...
Jakiś jegomość w dniu dzisiejszym "elegancko" wbił się w lewe tylne drzwi Mondeo samochodem typu Almera (dodam, że czerwona). "Mondzio" wygląda strasznie... Drzwi są do całkowitej wymiany, progi wprawdzie nie naruszone ale tylni zderzak i koło nie wyglądają najlepiej, że bez geometrii się nie obejdzie. Jechaliśmy główną a ten człowiek wyjeżdżał z podporządkowanej. Jego wina - nie miał wyjścia tylko się przyznać. Oczywiście się nie wymigiwał tylko stwierdził, że "Policja jest niepotrzebna, bo ja napiszę oświadczenie". "A chuj mnie to interesuje" - pomyślałam; łapie telefon i dzwonię do "misiaczków". Po 40 minutach już byli. Zgłoszenie przyjęte, oświadczenie też jest, ubezpieczyciel poinformowany, rzeczoznawca będzie w środę... A mnie "kurwica" trafia, bo to fura za grubą kasę, nawet roku nie ma... Fuck!!!
Dla zainteresowanych - tak powinien wyglądać, ale przez jednego typa już nie wygląda...

niedziela, 24 sierpnia 2008

piątek, 15 sierpnia 2008

A za onknem pada deszcz, taki chłodny miły deszcz.

Miałam dzisiaj pojechać sobie na defiladę z okazji dnia Wojska Polskiego aby zobaczyć jakim sprzętem dysponuje nasza armia. Mówili wczoraj w wiadomościach, że mają być wszystkie rodzaje wojska oraz maszyny - bardzo chciałam zobaczyć marynarkę wojenną i łódź podwodną :D
Jednak położyłam się dość późno bo gdzieś koło 2 nad ranem, za sprawą Guild Wars'a (nie mogę przejść Bramy Bólu...). Nie obejrzałam wczoraj pogody więc nie wiedziałam, że dziś będzie padać. Wstaje sobie (godzina 10:38) po czym rzucam "O kurwa..." i próbuje zwlec się łóżka. "Kawy..." myślę i idę wstawić wodę. Reszta domowników była na nogach i nawet nie podjęli próby obudzenia mnie. Kawa trochę podniosła poziom kofeiny w organizmie, więc poczułam się lepiej po jakiś 20 minutach :)
Spojrzałam w okno i zobaczyłam taka szarówkę, deszcz pada leniwie, niby nigdzie się nie śpiesząc. Wiecie polski deszcz jest zupełnie inny niż w Japonii. U nas jest chłodny, zimny, leniwy czasem zbierze się na jakąś większą burzę. Pada gdy świeci słońce, pojawia się i znika szybko w lecie. W Japonii natomiast deszcz rozgrzewa ciało, on chyba nigdy nie jest zimny, tylko taki letni a czasem nawet mogło by się wydawać, że za chwile poparzy skórę. Tylko, że tam maja super prognozę pogodową. Pogoda jest przewidywana z dokładnością do 5-10 minut. Np o godzinie 14:30 w wiadomościach pogodowych podają, że w okolicach północnego Tokyo dajmy na to Ueno o godzinie 17:25 zacznie padać a zjawisko ma się skończyć o godzinie 18:05. I tak się rzeczywiście dzieje :) Wariactwo ^^" Oczywiście nie zapominają podawać wielce przesadnych formułek grzecznościowych sugerujących zabranie ze sobą parasola...
A w naszej telewizji to tylko Kret szaleje ale i tak mu nie ufam, bo kto normalny udaje króliczka przez telewidzami chcącymi się dowiedzieć jaka jest pogoda :)
No dobrze, to może coś na wprowadzenie w nastrój. Tym razem czas na Minmi, która w tym roku wydaje płytę "Minmi best 2002-2008". Klip w koncertu z Tokyo.


piątek, 1 sierpnia 2008

Murakami na dużym ekranie.

Według doniesień japońskiego portalu informacyjnego JapanToday światowy bestseller "Norwegian Wood" (ノルウェイの森) napisany przez Pana Haruki Murakami (59l) będzie pełnometrażowym filmem co potwierdziły ostatnio dwie telewizje Fuji TV i Asmik Ace Entertainment. Napisana w 1987 roku powieść przedstawia wspomnienia narratora z jego czasów studenckich a także porusza temat związku z dwiema znacząco różniącymi się kobietami.
Reżyserem filmu będzie Tran Anh Hung (46l) francusko-wietnamskiego pochodzenia a obsada filmu ma być japońska. Produkcja powinna ruszyć w lutym 2009 roku a premiera planowana jest na 2010 rok. Murakami bardzo długo odrzucał oferty przeniesienia powieści na duży ekran.
W oficjalnym komentarzu Hung powiedział: "Oryginalna historia jest dynamiczna ale jednocześnie bardzo czuła, ma mnóstwo delikatności w sobie i przynosi ulgę. To będzie wielkie wyzwanie dla mnie uchwycić tak wiele elementów ."
W Polsce książka została wydana przez wydawnictwo Muza w 2006 roku.




poniedziałek, 26 maja 2008

Gazetka instruktażowa.

Przeglądając co jakiś czas blogi obcokrajowców zamieszkujących mój kraj marzeń natknęłam się na serię dość intrygujących wpisów na temat seksu w Japonii. Nadal twierdzę, że ten kraj jest 'normalny'. Otóż tam w tzw. gazetkach "pomocniczych" można znaleźć szczegółowe informacje graficzne, instrukcje jak dawać przyjemność swojemu partnerowi. Dlaczego o tym piszę... Hmm bo w naszym zapyziałym kraju nikt nie wpadłby na taki pomysł, a jakby wpadł i wypuścił coś podobnego na rynek to kościół delikwenta by zabił. A tyle się mówi o edukacji seksualnej, o tym, że młodzi ludzie nie wiedzą nic na temat seksu i jest tyle niechcianych ciąż i och i ach. Ale jakoś nikt nie kwapi się by sytuację jakoś zmieniać. No bo nie powiecie mi, że gazetka "Bravo" to jakaś edukacyjna pozycja...
I tak oto prezentują się strony takiego wydania. TYLKO DLA ... wtajemniczonych :)

(ważne: rekomendowane dla kobiet w przedziale wiekowym 20-50 lat)








I co Wy na to? Bo mi się to bardzo podoba ^^

niedziela, 25 maja 2008

Targi Książki.

Jak zwykle z opóźnieniem :)

W Warszawie w dniach 15-18 maja 2008r. w PKiN odbywała się kolejna edycja z cyklu " Międzynarodowych Targów Książki". Jako, że z wykształcenia (pierwszego jakie zdobyłam) jestem technikiem księgarstwa i w większym stopniu miłośniczką dobrej literatury nie mogłam na nie nie pójść. 15 maja niestety był dniem otwartym tylko dla dziennikarzy, więc większość ciekawych, pojedynczych pozycji została przez nich wykupiona. Wybrałam się więc na nie 16 maja doskonale wiem co się dzieje w godzinach późniejszych. Bileciki tanie jak barszczyk - 2 zł dla studentów he he :)
Na samym wstępie dostałam prawie zawału jak zobaczyłam baner nad wejściem, a to ze względu na jednego z patronów targów. Zdjęcie wszystko pokaże.
Na stoisku Bellony nie było oczywiście książki na którą poluje od dłuższego czasu bo jakiś dziennikarz ją wykupił! Aaaaa! Ale za to nabyłam pozycję o ogrodach japońskich dla taty a dodatkowo dostałam kubeczek, metalową zakładkę i ekologiczną torbę z logo wydawnictwa :)
Na stoisku wydawnictwa Muza udało mi się nabyć nowiusieńką pozycję Maine ulubiona chińska pisarka - Shan Sa! Oficjalna premiera miała w księgarniach miała być w przyszłym tygodniu a tu bach - targi i była.
Najbardziej wkurzyłam się jednak na stoisku japońskiej ambasady. Zawsze myślałam, że targi są po to by móc sprzedawać i nabywać książki. Okazało się inaczej. Wiecie to jest tak, jakby pokazać dziecku cukierek i mu go nie dać. Tylko interesujących pozycji, nawet ściągnęłam tatę z pracy bo były książki za którymi polował. A młoda "suczita" oświadczyła, że nie są na sprzedaż. Wyobraziłam sobie pięknego kałasza, nagłówki gazet "Masakra sprzedawcy" , etc. i retransmisje z sali sądowej. Mój tata chyba miał podobne myśli :D
Gdy w przejściach zrobiło się nazbyt tłoczno nadszedł czas na ewakuację. A brzuszek burczał, więc tata zaprosił na mało co nie co :)





wtorek, 20 maja 2008

Sunny Day by Konishi Manami

What spilled out
Wasn’t a tear but a praying voice
What I looked up at
Was the sun above the clouds

I was living like I was asleep
I was always alone
Until the day I met you
I was always, always here

Even if there’s a love song
I could sing by myself
This warmth from the touch of your arms
Can’t be found alone

If I had put on a mask
Then I felt I might have forgotten
I shut away my memories
And locked them in a box

Even in that dark place
I was able to find you
Even if I can’t return
I’ll keep going farther, farther

Even if there’s a love song
That recalls loneliness
I can’t reach it alone
So I’ll walk out once more
Toward the door to tomorrow
With you…

I’ll transform sadness
Into kindness
And someday
Once I’ve set my true self free
The pain will disappear
I know it

I don’t need a love song
I can sing by myself anymore
I can’t find it alone
But with you I know
We can find a place where the sun shines
A tomorrow I’ve never seen



poniedziałek, 19 maja 2008

Sony Rolly

Ostatnio tak patrzę sobie na moje biurko i widzę jak mój Sony Rolly opada z sił wizualnych. Na Akibablogs jakiś czasu temu pojawiła się informacja o następnych kolorach tego cudeńka a także o tym, iż wymienne kolorystyczne skrzydełka będą sprzedawane osobno. Jestem złą kobietą, która lubi jak coś po pokoju szaleje a jak jest do tego jeszcze kolorowe to już w ogóle. Tak więc najbliższy zakup: niebieskie skrzydełka dla Rollego :)



Zastanawiam się również nad zakupem Sony NW-E013 - tylko mam dylemat, który kolor wybrać ^^"


sobota, 5 kwietnia 2008

Bo zawsze będziesz moim słonkiem.

Nie wiem jak zacząć, po prostu nie wiem. Jak próbuje zebrać myśli albo coś powiedzieć to zaczynam płakać. I tak cały dzień...
Od wczoraj Iryda dziwnie się zachowywała, myślałam, że może jest zmęczona albo najedzona i nie może się ruszać. Jej brzuszek zrobił się taki duży i twardy. Nie miała na nic siły. Sądziłam, że jej przejdzie jak się wyśpi i odpocznie. Jednak dziś rano było jeszcze gorzej. Zaczęła przeraźliwie pomiaukiwać, oczka miała mętne... Pojechaliśmy razem z tatą do zaprzyjaźnionego weterynarza, który od paru miesięcy ją leczy. Otuliłam ją w niebieski kocyk i wzięłam na ręce. Była jak zabawka, bezradna i bezsilna. Na miejscu lekarz już na nas czekał. Pogłaskał ją po brzuszku, próbował sprawdzić temperaturę, ale nie mógł. Nie dało się jej zmierzyć, w brzuszku było pełno płynów. Przeczuwałam co powie, ale nie chciałam tego, myślałam - "tylko nie to, nie mów mi tego, błagam, wszystko inne tylko nie to". Ale nie dał mi szansy. Powiedział, gdyby nawet przeprowadzić operację to ona już narkozy mogłaby nie przeżyć.

I zasnęła... moje kocie. Tyle co pamiętam to tylko to, że żegnając się z nią już na zawsze przepraszałam, przepraszałam ją za wszystko. Ale to i tak nic nie da. Zwierzęta nie są niczemu winne, one nie powinny chorować, nie znają zła, nie kłamią... są idealne.

Na koniec, zapytałam się czy ją to bolało. Usłyszałam że nie, po podaniu narkozy jej małe serduszko się zatrzymało. Nic nie poczuła.

Po zabiegu oddano mi ją. Owiniętą w niebieski kocyk, była taka drobna...

Razem z tatą pojechaliśmy na działkę, nie wiem jak szybko się tam znaleźliśmy, nie pamiętam drogi. Gdy wysiadałam z samochodu paliła mnie cała twarz. Nie sądziłam, że łzy potrafią tak boleć. Poszliśmy do lasu, na pagórek pokryty zielonym mchem. Koło brzozy tato wykopał dołek. W nim położył małe stworzenie w niebieskim kocyku. Co ja jej mogłam dać? Łzy które nie przestawały płynąć i 2 kotki. Tata powiedział mi żebym poszła do domu. Zrobiłam to, mimo, że nie chciałam. Chciałam tam zostać razem z nią choćby chwilę dłużej, bo ona teraz jest tam sama. Zupełnie samiutka...

Po powrocie z działki, tata poprosił bym sprzątneła jej rzeczy z pokoju. Nie mogłam się ruszyć. Wyobrażałam sobie, że za chwilę wypadkie z pokoju w moją stronę i zacznie się domagać jedzenia, zacznie machać ogonkiem i łasić do nogi. Ale nic takiego się nie stało... Zbierając jej rzeczy ciągle płakałam, i nadal płacze pisząc ten tekst. Nie mogę przestać... Patrze na pusty pokojój i zastanawiam się, przypominam wszystkie sytuacje z nią. Jak pierwszy raz tata przyniósł ją do domu w zimę schowaną pod jego kórtkę, jak mama weszła na nią niechcący nogą a ona ją ugryzła w łydkę. Jak leżała przy mnie, gdy byłam chora. Jak schowała się do piekarnika i nie mogła wyjść... jest tyle wspomnień, tylko z nią. Ale jej nie ma już i to mnie boli, boli, boli...

Miała 14 lat, 12 lat była ze mną - połowę mojego życia. Była bardziej niż przyjaciel i czasem ktoś bardziej bliski niż rodzina. Nigdy nie kłamała, no chyba, że chciała więcej jedzenia. Nigdy się nie skarzyła, zawsze było jej pełno. A teraz...

Został mi pusty pokój, jej szczotka, miski, książeczka zdrowia, smyczka i zapas smakołyków w lodówce... a jej już nie ma. Ile bym dała żeby ją przytulić!

Moja Iryda, moje słonko...


czwartek, 3 kwietnia 2008

Wiosna i hanami.

Jakiś czas temu w Polsce obchodziliśmy pierwszy dzień wiosny, który notabene wiosny nie przypominał wcale. Powód był jeden: padał śnieg ^^" Dlatego też telewizja raczej nie wspominała o nim tak głośno. Na dworze wprawdzie dało się zauważyć już jakieś 3 tygodnie temu, że na drzewach pojawiają się zawiązki pączków, gdzieniegdzie spod trawy wyrastają pierwsze wiosenne kwiatki, ptactwo dostaje udaru a politycy zalotnie się uśmiechają (musiałam).
Pamiętam jak rok temu (nie u nas tylko w Japonii) miała miejsce tragedia narodowa. Otóż wiśnie zakwitły przed czasem i nikt, zupełnie nikt nie spodziewał się tego zjawiska. Wtedy "hanami" było organizowane na "szybcika" a ludzie odpowiedzialni za to święto mało nie popadali z wyczerpania. W tym roku zdecydowanie lepiej, święto kwitnienia sakury odbyło się bez większych przeszkód i jak zwykle od rana w większych parkach w Tokyo były zajmowane miejsca na wieczorne biesiadowanie a to firmowe lub prywatne.
Gdybym tak miała wolne 4 ooo zł na bilet, to być może pojechałabym sobie na kilka dni do Edo i przekonała się na własnej skórze jak fajnie jest pić pod sakurą z Japończykami.
Na otarcie łez filmik :


piątek, 14 marca 2008

My music

Nie wiem jak u Was jest z muzyką a szczególnie z zakupem płyt Waszych ulubionych bądź często odsłuchiwanych wykonawców. U mnie wygląda to mniej więcej tak. Ruszam z "osiołka" a jeśli już mi się naprawdę coś spodoba, że gnębię płytę 24 na dobę w swoim odtwarzaczu to wybieram się do sklepu w celu legalnego jej zakupu. Niestety często zamiast kupić wszystkie płyty, którymi jestem zainteresowana kupuje tylko jedną, bo tylko na nią jest mnie stać. I co tu mówić o szczerych chęciach... płyty drogie, często za drogie. Niby dobra Polska cena a w środku pudełka nic tylko pajęczyna i jedna płytka - zero bonusów, no bo cena jest polska :)

A tak prezentuje się moja lista najbliższych zakupów:





czwartek, 13 marca 2008

Żyję - czyli powrót po długaśnej przerwie.

Jak w tytule, no może nie tak do końca. Od czego by tu zacząć?
Sesja? No niech będzie - zaliczona, i to bez poprawek. Duma za mną przemawia. Liczyłam, że UW da trochę nam (czyt. biednym studentom) odpocząć ale się przeliczyłam. Już następnego tygodnia po zakończeniu egzaminów musiałam stawić się na zajęciach. Nic sobie nie odpoczęłam a wręcz przeciwnie, do tej pory nie mogę dojść ze sobą do ładu. Nie chcę nawet myśleć co będzie się ze mną działo podczas sesji letniej.
23. No tak, bardzo ważna informacja. Jestem stara! Wprawdzie nie zauważyłam jeszcze jakiegoś siwego włoska na głowie ale fakt faktem - młodsza już nie będę. Zakładam się, że zostanę starą panną z kilkoma kotami w domu i hodowlą kaktusów. Moje marzenie - nie da się ukryć :)
Manifa after - wspomnę tylko, że było. O szczegóły mnie nie pytajcie... proszę.
Poza tym wszystko jest jak zwykle z tendencją do zmian na gorsze. Ostatnio odkryłam, że mam manię wyolbrzymiania spraw, właściwie każdych spraw, wszystkich... Ma ktoś może numer do dobrego analityka?

niedziela, 3 lutego 2008

Igrzyska czas zacząć.

Godzina zero. Sesja rozpoczęła się znowu a z nią kolejne nieprzespane noce, masa materiałów, testy, skrypty, kodeksy i konwencje. W tej sesji mam tylko 3 egzaminy: z frawa finansowego publicznego, z prawa międzynarodowego i prawa cywilnego. Wczoraj odbył się pierwszy egzamin z finansów i wiem już, że go zaliczyłam (uff). Pozostały dwa najtrudniejsze. Nie wiem jak ja to przejdę, materiału jest bardzo dużo, wszystko mi się plącze i myli. Jednak trzeba być dobrej myśli. Jeszcze tylko trochę, jak się do tego porządnie przyłoże to zdam. Kofeina mile widziana w moim organiźmie, nie pozwala zasnąć. Dziś międzynarodowe a za tydzień cywilne. Trzymajcie proszę za mnie kciuki.

piątek, 11 stycznia 2008

Cudeńko japońskiej techniki.

Każdy z nas lubi słuchać muzyki. Firmy prześcigają się w budowie coraz to bardziej wyspecjalizowanych urządzeń do odtwarzania dzięków. Na dość ciekawe rozwiązanie wpadła firma SONY wypuszczając na rynek japoński tańczącego robota Rolly. Może słowo robot, nie jest tutaj odpowiednie ale słowo robocik jak najbardziej. Rolly posiada 2 otwierające się skrzydła (pokrywy), które obracają się i trzepocą. Zamiast lotu, otrzymał 2 gumowe koła, które wprawiają go w ruch i tym sposobem Rolly może się obracać. W obudowie odtwarzacza znalazł się tylko jeden przycisk, odpowiedzialny za włączanie i wyłączanie go. Pozostałe funkcje Rolly'ego kontrolowane są za pomocą dwóch pierścieni otaczających korpus urządzenia. Jeden z nich służy do wyboru utworu lub albumu, drugim pierścieniem można kontrolować głośność dźwięku. Dodatkowym efektem wizualnym jest to, że robocik podczas obracania się czy też otwierania skrzydeł zaczyna świecić różnymi kolorami. Wygląda to świetnie. Wykonywane przez odtwarzacz ruchy muszą być zaprogramowane dla każdego utworu. Standardowo dostępnych jest sześć ustawień podstawowych, jednak trwają prace nad programem, który miałby umożliwić tworzenie własnej indywidualnej choreografii. Odtwarzacz dysponuje 1 GB pamięci. Może odtwarzać muzykę w formacie MP3, Atrac i AAC. Obsługuje też Bluetooth ^^". Bateria urządzenia pozwala maksymalnie na 5 godzinne odtwarzanie muzyki. Muzyka jest przekazywana do Rolly za pomocą gniazda USB. By załadować muzykę do urządzenia potrzebny jest program Sonic Stage Windows'a, posiadacze Mac'a są zmuszeni robić to inaczej. Dla Europejczyków pojawia się problem w postaci oprogramowania, które działa tylko pod japońskiego Windows'a. Da się to ominąć, ściągając "Sonic Stage Region Free" które będzie działało pod każdego innego Windows'a [uff :)]. A teraz cena: 39,800 jenów. Eh jak pojadę w tym roku do Japan to już wiem co sobie kupię :)

I wersja oryginalna :D


środa, 9 stycznia 2008

Pewnej nocy w grudniu.

Dawno mnie mój blog nie widział. A tym bardziej osoby, które od czasu do czasu wpadają na stronę pewnie "zauważyły" nieobecność :) Wynikała ona z natłoku zajęć, pracy, własnych problemów, etc. Teraz pewnie też długo mnie nie będzie, choć ta nieobecność jest związana z tematem sesji.
Grudzień minął bardzo szybko, a to mikołajki, święta i jedno spotkanie ze znajomymi, które warte jest upamiętnienia. Nie mówię tutaj o sylwku, bo to historia na osobne wspominki. Warszawski klub The Fresh; squad: Miś, Honda, Charlie, Sancho i jego brat oraz kilka osób od Misia, których ... nie pamiętam :P
Umówiliśmy się na 29 grudnia, klubik okazał się bardzo duży i gdy z Charlie dotarłyśmy na miejsce, umierałyśmy z zimna (nie wspomnę ile czasu czekałam na nią na przystanku - przez grzeczność). Suma summarum, dotarłyśmy, weszłyśmy za free na hasełko, ponad godzinę czekałyśmy na resztę grupki a gdy ta się pojawiła, zabawa zaczęła się rozkręcać. Miś był dziany albo dostał wypłatę, w każdym bądź razie byłyśmy raczone darmowym piffkiem :) (dzięki słonko). W trakcie imprezy pojawiały się coraz to nowe epizody, a to jacyś panowie startowali do Charlie (kochanie, gdybyś widziała, jaką minę rozbiłaś w akcie desperacji). Ja oczywiście nikogo nie prowokowałam tylko grzecznie i skutecznie olewałam. A to jakieś domniemania zainteresowania w stosunku do mojej osoby. Rewia mody męskiej i temu podobne.
Ogólnie wypad nam się udał, a z serii zdjęć klubowych nawet z Charlie trafiłyśmy na stronę :)