czwartek, 30 sierpnia 2012

Guild Wars 2 Collector's Edition. Czyli co przyniósł Pan kurier :)

Pod pewnymi względami dzisiejszy dzień był/jest/będzie bardzo udany. Od momentu zamówienia gry, poprzez próby normalnego pogrania wreszcie dostarczono całą resztę (ale jakże istotną) Guild Wars 2. Pudło jest ogromne, album przepiękny, zdjęcia do ramki aż proszą się co by je zainstalować na ścianie a figurka "Charusia" (mimo, że wykonana z dość paskudnej mieszanki plastiku) ma swoje zalety. Jestem bardzo zadowolona, szczególnie z metalowego pudełka "na śrubki" :) 

Guild Wars 2 Collector's Edition.

Guild Wars 2 Collector's Edition.

Guild Wars 2 Collector's Edition.

Guild Wars 2 Collector's Edition.

Guild Wars 2 Collector's Edition.

Guild Wars 2 Collector's Edition.

Guild Wars 2 Collector's Edition.

Guild Wars 2 Collector's Edition.

Guild Wars 2 Collector's Edition.

Guild Wars 2 Collector's Edition. 

--- edit ---

Specjalnie dla Bena ^^
Małe (choć wiem, że kiepskie) porównanie wielkościowe figurki Charr z GW2 i Louise (nie pytajcie dlaczego akurat ona ale się nawinęła po rękę). Louise od Alter ma wysokość 19,5 cm natomiast "Charuś" - wysokość ok 26 cm, szerokość (uwzględniając miecz) 38 cm (!) szerokości.

Guild Wars 2 Collectror's Edition.

Guild Wars 2 Collectror's Edition.

Guild Wars 2 Collectror's Edition.

Guild Wars 2 Collectror's Edition.


środa, 22 sierpnia 2012

Ema.

O Ema chyba wiadomo i napisano już wszystko co można było napisać. Każdy mniej więcej widział czy to na żywo czy to na zdjęciach te tabliczki. Również wiadomo jest, że pisze się na nich życzenia, prośby, etc. Różnią się kształtem, wizerunkiem na froncie, rodzajem drewienka. No i fajnie. Ale skąd one właściwie się wzięły?

"Od niepamiętnych czasów Japończycy składali dary w świątyniach. Miały one bardzo różnorodną formę. Poczynając od bardzo praktycznych prezentów, jak ryż czy beczki z sake, po bardziej wyrafinowane, jak kute na specjalne zamówienie miecze. Miecze takie miały zwykle nadzwyczajną formę, jak na przykład dwumetrową klingę, specjalne dekoracje lub okazjonalne inskrypcje. Nigdy nie były one przeznaczone do walki, dlatego ich forma z reguły nie przewidywała praktycznego użycia. Wśród darów bywały również kompletne zbroje samurajskie, a także trofea z wypraw wojennych. Dlatego dzisiaj przy wielu świątyniach istnieją muzea, których zbiory czasami przewyższają jakością zbiory państwowe. Na początku naszej ery darowywano figurki wypalane z gliny przedstawiające ludzi, konie i inne zwierzęta. Wkrótce jednak zaczęto ofiarowywać żywe konie i chociaż był to dar nadzwyczaj szczodry, to również kłopotliwy. Koń został wybrany, żeby służyć do jazdy bogom (shimme - koń bogów). Poczynając od około XIV wieku żywego konia zastąpiono rzeźbą konia, zwykle z drewnie, a czasami w kamieniu. Z czasem i ta forma ewoluowała i została zastąpiona tabliczkami wotywnymi z wizerunkiem konia - ema, to znaczy "obraz konia". Dzisiaj tabliczki ema zawierają nie tylko rysunek konia, ale praktycznie wszelkich przedmiotów, które są istotne dla darczyńcy. Stosowne napisy na tabliczkach informują bogów, jakie są intencje lub prośby darczyńcy. Przedstawiane rysunki mają luźny związek z pomysłami wierzących, ale zawsze istnieje jakaś logiczna więź między obrazem a oczekiwaniem. Na przykład rysunek oka to prośba o uleczenie wzroku, rysunek statku pełnego skarbów to prośba o lepsze finanse, rysunek dziecka to życzenie powrotu dziecka do zdrowia i tak dalej. Tabliczki wotywne mają z reguły ustalony kształt w formie pięciokąta, ale niektóre świątynie wytwarzają inne kształty, często bardzo interesujące. Świątynie sprzedaje tabliczki. Mogą już mieć stosowny rysunek z miejscem na wpisane życzenia, lub być puste i wtedy cała powierzchnia jest przeznaczona dla korespondencji z bogami. Drewniane konie w naturalnej wielkości można jeszcze zobaczyć w świątyniach, ale tylko w niektórych. Natomiast we wszystkich świątyniach sintoistycznych i buddyjskich są ramy, na których wiesza się tabliczki wotywne, i są ich tysiące. Istnieje wiele form korespondencji z bogami i zwykle obok ramy, na której wiszą ema, można zobaczyć kolejną ramę z poprzecznymi sznurkami, do których wierni przywiązują paski białego papieru. To omikuji, paski szczęścia lub fortuny. Zwykle w środku jest stosowny zapis i życzenie. Tabliczki ema i paski omikuji to bardzo piękna dekoracja świątyń i są często fotografowane. W niektórych świątyniach w Tokio doszło już do tego, że można kupić ema z gotowymi napisami w językach obcych. Obcokrajowcy nie przepuszczają szansy, żeby bogom złożyć jakieś podanie o szczęście. To jednak znacznie przyjemniejsza forma niż e-mail".

Henryk Socha, Japonia. Leksykon konesera, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2010, s. 47. (ISBN 978-83-11-11785-3).

Kilka dni spędziłam na poszukiwaniu swoich tabliczek. Przywoziłam je od 2006 roku z wypraw do Japonii. Znalazłam niestety tylko kilka i jestem zła jak osa, bo rękę dam sobie uciąć że było ich więcej. Diabeł ze swoim ogonem jednak zaszalał i wyszła przysłowiowa lipa. No ale nic - pewnie po jakimś czasie się znajdą.

To jest jedna z pierwszych tabliczek, z Kamakury. Pamiętam, że poprosiłam mnicha aby na drugiej stronie napisał mi opis z wróżby. No sama bym raczej na tamte czasy rady nie dała. Wyszło bardzo fajnie i nawet oryginał omikuji się znalazł (oczywiście wersja dla obcokrajowców czyli po "anglicku" :)

Ema.

Ema.

A to reszta, którą udało się odnaleźć.

Ema.

Ema.

Ema.

Ema.

Ema.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Japońskie książki kulinarne.

Mała dygresja pączkująca. Jedną z moich ulubionych księgarni zagranicznych jest Book Depository. Potrafię zostawić tam naprawdę dużo (czasem za dużo) pieniążków. Jednak nic na to nie poradzę. To znaczy próbuję się powstrzymywać jak tylko mogę ale czasami jest to naprawdę trudne. Mają bardzo duży asortyment oraz darmową wysyłkę do Polski co jeszcze bardziej przemawia za składaniem u nich zamówień. 

Za sprawą niesamowitych blogów o bento, pomyślałam, że może warto by się temu tematowi przyjrzeć bardziej dokładnie. Sama dysponuje jednym pudełkiem (chyba kupionym dwa lata temu w Matsuyamie) z wizerunkiem Totoro i kilkoma zestawami pałeczek w których prym wiodą zielone kredki ^^ Ja wiem, że zarówno to bento jak i pałeczki są rozmiaru (oraz przeznaczenia) zapewne dziecięcego ale to mi naprawdę nie przeszkadza. Bardzo je lubię i tyle.

Bento box. Totoro.

Bento box. Totoro.

Chopsticks. Green crayons.

Ale wracając do księgarni. Buszując po jej zasobach znalazłam trzy ciekawe pozycje, które pozwoliłam sobie zamówić. Pierwsza z nich zatytułowana "The Just Bento Cookbook" autorstwa Makiko Itoh prezentuje w jak prosty, szybki i zarazem efektowny sposób przygotować sobie własne pudełko. Oprócz przepisów tych ściśle japońskich są również te bardziej europejskie czy amerykańskie. Pierwszy raz dowiedziałam się z niej, że istniej coś takie jak plan tygodniowy bento, który pozwala na zagospodarowanie produktów z wczoraj do bento na następny dzień - to bardzo pomysłowe. Do każdego bento dołączono rozrysowany plan ukazujący czas na przyrządzenie go (każdego z jego poszczególnych elementów) - chociaż jak tak popatrzyłam na te niby proste przepisy to tak jakoś mam wrażenie, że na pierwszą próbę ich przyrządzenia musiałabym poświęcić zdecydowanie więcej czasu ;)   

"The Just Bento Cookbook: Everyday Lunches to Go" by Makiko Itoh

"The Just Bento Cookbook: Everyday Lunches to Go" by Makiko Itoh

"The Just Bento Cookbook: Everyday Lunches to Go" by Makiko Itoh

"The Just Bento Cookbook: Everyday Lunches to Go" by Makiko Itoh

"The Just Bento Cookbook: Everyday Lunches to Go" by Makiko Itoh

Druga pozycja to "Japanese home cooking with Master Chef Murata" autorstwa Yoshihiro Murata. O tym Panu słyszałam całkiem sporo i jest on m.in. częstym gościem programów kulinarnych oraz właścicielem nagradzanej gwiazdkami Michelin restauracji. Co jakiś czas zdarza mu się popełnić "zbrodnię" literacką w postaci książek a dania w nich prezentowane wywołują u mnie istny ślinotok! Potrawy są proste, nieskomplikowane a smaczne że aż om nom nom :)

"Japanese Home Cooking with Master Chef Murata" by Yoshihiro Murata

"Japanese Home Cooking with Master Chef Murata" by Yoshihiro Murata

"Japanese Home Cooking with Master Chef Murata" by Yoshihiro Murata

"Japanese Home Cooking with Master Chef Murata" by Yoshihiro Murata

"Japanese Home Cooking with Master Chef Murata" by Yoshihiro Murata

Nad zakupem ostatniej pozycji zastanawiałam się chyba najdłużej. I teraz z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że była warta zakupu. Nie jest to może książka stricte facto kulinarna (choć przepisów w niej nie brakuje). Tytuł to "Izakaya: the japanese pub cookbook" której autorem jest Mark Robinson. I sam tytuł powinien dać dużo do myślenia. Jedzonko w małych (czasami tylko kilkuosobowych) knajpach. Dużą zaletą tej książki są przepiękne zdjęcia, ciekawe artykuły o właścicielach, filozofii knajp oraz to, że została wydana w twardej oprawie a to z kolei czyni ją wręcz albumem. Jest bosko boska! Skupia się ona wokół kilku izakaya w Tokyo (a na końcu podano mapki i adresy tych przybytków). I prawdę mówiąc taka forma spędzania wieczoru mi bardzo odpowiada. Wchodzi się i od progu ma się wrażenie, że trafiło się do starych znajomych - bach na stół piffko albo sake, jakaś przekąska, śmiech i luźna atmosfera. Co z tego, że się nikogo nie zna, każdy jest pozytywnie nastawiony na konwersację z "białym misiem" ;)

"Izakaya: The Japanese Pub Cookbook" by Mark Robinson

"Izakaya: The Japanese Pub Cookbook" by Mark Robinson

"Izakaya: The Japanese Pub Cookbook" by Mark Robinson

"Izakaya: The Japanese Pub Cookbook" by Mark Robinson

"Izakaya: The Japanese Pub Cookbook" by Mark Robinson

"Izakaya: The Japanese Pub Cookbook" by Mark Robinson


piątek, 17 sierpnia 2012

Tachikoma Cheerful Japan!, Nendoroid #227.

Limitowana wersja Tachikomy od Good Smile Company już dawno u mnie w kolekcji a zdjęć i wpisu brak - norma. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Odnalazłam kabel od aparatu także teraz mogę robić zdjęcia a nie jechać na ostatkach sił akumulatora. 

Tachikoma Cheerful Japan!, Nendoroid #227 by Good Smile Company.

Tachikoma Cheerful Japan!, Nendoroid #227 by Good Smile Company.

Generalnie ta wersja Tachi ukazała się na rynku w czerwcu tego roku. Co prawda spora część kolekcjonerów nie widziała sensu zamawiania jej ze względu na identyczność z poprzednimi Tachi (czyli 3 wydania - niebieska, żółta i srebrna), które ukazywały się w różnych przedziałach czasowych począwszy od 2007 roku. Choć z tą identycznością to nie jest do końca tak samo. Sama mam dwie wersje z tego roku (czyli 2007) i da się zauważyć znaczącą poprawę np. jeżeli chodzi o tworzywo czy o stawy, sposób nakładania farby (poważnie!). Do wersji Cheerful dodano także dodatkowe części, o czym wspominałam przy okazji pierwszego posta. Moim zdaniem stanowią wyjątkowy dodatek, który można wykorzystać jeżeli ktoś robi plenerowe albo komiksowe zdjęcia. 

Tachikoma Cheerful Japan!, Nendoroid #227 by Good Smile Company.

Tachikoma Cheerful Japan!, Nendoroid #227 by Good Smile Company.

Tachikoma Cheerful Japan!, Nendoroid #227 by Good Smile Company.

Tachikoma Cheerful Japan!, Nendoroid #227 by Good Smile Company.

Wydaje mi się, że trochę kolekcjonerzy, którzy mieli problem "kupować czy nie kupować" zapomnieli trochę o całej inicjatywie GSC. Sądzę, że firma przede wszystkim chciała pozyskać fundusze na Japoński Czerwony Krzyż przy okazji produkcji swoich figurek bo tym się przecież głównie zajmuje. Wiadomo, że to hobby nie jest tanie dlatego też osoby zbierające figurki często stają przed dylematem (o ile mogą wydać pieniążki) - jakiego zakupu dokonać. Z drugiej jednak strony, sama złapałam się na tym, że najpierw spojrzałam na figurkę a bardzo mi się spodobała i pomyślała, że tak chcę ją mieć - a skoro dodatkowo mogę wspomóc całą inicjatywę to tym bardziej będzie fajnie. Wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że owa Tachi jest przeurocza i już zapoznała się z resztą gangu ;) Aha - do zestawu oczywiście dodano naklejki oraz pocztówkę, które stanowią całkiem fajny bonus.

Tachikoma Cheerful Japan!, Nendoroid #227 by Good Smile Company.

Tachikoma Cheerful Japan!, Nendoroid #227 by Good Smile Company.

Tachikoma Cheerful Japan!, Nendoroid #227 by Good Smile Company.

Reszta zdjęć tutaj ;)