wtorek, 9 sierpnia 2011

After weekend.

Co za weekend, co za emocje! Co prawda emocje pozytywne jak i negatywne, bo nigdy nie może być tak że wszystko się dobrze układa.

Piątek poświęcony został spotkaniu władz sekcji mieczowej. Do pewnego momentu spotkanie było fantastyczne. Jednak niestety przykra sytuacja z psami sprawiła, że jak to czasem w życiu bywa, nie da się wszystkiego przewidzieć. Nic nie jest wieczne a już na 100% nie życie właśnie. Potem już było dość surrealistycznie. Dzwoni M. i mówi, że Lepper się zabił. Opowiedziałam jej historię z pasami. M. stwierdziła, że to jakiś "czarny piątek" i trudno się z nią było nie zgodzić. Wszystko to mocno mnie osłabiło. Z odsieczą przyszedł P. wraz z trunkami. I prawdę mówić to mnie uratowało, jakoś tak lżej się zrobiło i nie myślałam już o tym wszystkim.

Sobota. Przyznam się, że bardzo długo wyczekiwana a to ze względu na koncert japońskiego wokalisty GACKT w warszawskim klubie Stodoła. Jakoś tak wyszło, że w międzyczasie okazało się, że Ala wraz z koleżanką również się na niego wybierają, co prawda będą jechały z Poznania i w stolicy będę przez kilka dni. Umówiłam się z Alą, że wpadną do mnie i razem pojedziemy. Dziewczyny były fantastyczne! Ala i ja prowadziłyśmy rozmowy na tematy figurkowe a Ania jak się okazało interesuję się bardzo bronią. I tutaj pojawił się Kier i Ania wsiąkła na 2 godziny. Mam tylko nadzieję, że za bardzo się nie wynudziła. No nic, na koncert pojechałyśmy taksówką, gdyż w Warszawie znowu padało. Może to i lepiej bo nie musiałyśmy się tłuc komunikacją miejską. Bardzo szybko dojechałyśmy i w sumie nawet w kolejce przed wejściem nie stałyśmy długo, może z 10-15 minut. Nie obyło się oczywiście bez sprawdzania zawartości toreb przez ochronę. Nie wolno było wnosić napojów, Ania została pozbawiona paska do spodni a Ali kazali wyjąć aromat różany. Po tym, już nie było problemu i skierowałyśmy się do sklepiku w celu zrobienia zakupów. Dziewczyny kupiły jakiegoś photobook'a i jeszcze coś, chyba płytę CD. Ja nie kupiła nic, trochę oszczędzam na wyjazd do Japan i mam nadzieję, że tam na miejscu coś sensownego nabędę. Przed koncertem informacja w języku angielskim, trochę się uśmiałam jak leciały komunikaty w tylu, że "Na terenie klubu nie wolno Wam palić mada fuka. Ale możecie zapalić w specjalnej strefie. (chwila ciszy) Zapomnijcie o strefie, rzućcie to gówno!". Koncert zaczął się o 20, czyli punktualnie. Zaczęło się; wrzaski, okrzyki, klaskanie, etc. I pojawili się na scenie, w czarnych spodenkach i białych koszulach, które później zostały zdarte z siebie ku uciesze fanek... i mojej!!! Mały striptiz też był, o gash i to jaki - próbowałam się opanować ale nie mogłam - to było OMG I want more. Aby opisać to co działo się podczas koncertu, musiałabym poświęcić na to sporo miejsca. Powiem tylko tyle - czekałam na niego, z niedowierzaniem, że jednak to prawda, że on jest w Polsce, że jestem na jego koncercie, że śpiewa 20 metrów ode mnie i że obiecał, że wróci do Nas! Co prawda, nie wolno było robić podczas występu zdjęć ale prawnie nikt tego nie przestrzegał. Ania zrobiła bardzo fajne zdjęcia, które zamieściła na FB. Mi udało się pstryknąć tylko 4, na których prawie nic nie widać :) Najbardziej podobało mi się, kiedy zespół zaczął grać Vanilla song - cała sala śpiewał razem z nimi. Coś wspaniałego! Publiczność bardzo fajnie się zachowywała i złapała świetny kontakt z zespołem. Zabawa z klaskaniem, choć męcząca (strasznie długo to trwało) to sympatyczna. Cały koncert wraz z bisem trwał prawie dwie godziny. Na sam koniec cała publika zaczęła krzyczeć "Dziękujemy! Dziękujemy!" potem mała korekta i już było "Arigatou! Arigatou!" i tak przez 10 minut. Chyba ich trochę zawstydziliśmy ale może to i dobrze, mam nadzieję, że Nas nie zapomną tak łatwo. Kwestii flagi z podpisami nie będę poruszać. Z klubu z Alą wyszłyśmy po 22, Ania jeszcze została aby spróbować pozyskać pałeczki perkusyjne ale niestety, nie udało się. Czekałyśmy jeszcze do północy pod klubem, myśląc że choć uda Nam się na chwilę jeszcze zobaczyć zespół, a może nawet zdobyć autografy ale no cóż. Zespół się spakował i musiał jechać dalej. Bardzo się cieszę, że miałam okazję na nim być, że mogłam zobaczyć GACKT na żywo, że koncert mi się podobał, że spędziłam ten czas w doborowym towarzystwie. Gdy emocje już opadły, Ania znalazła wpisy na Twitterze GACKT, nawiązujące do koncertu w Warszawie i o Polsce. Pozwolę sobie przytoczyć je w przekładzie angielskim, tak aby nie było nieporozumień:


[People from different countries have different personalities, do you feel that during a show?]@.Topqo The show in Warsaw last night was the best. Eastern Europe is part of the Third World and there are a lot of places that haven't developed at all. But the people who live there really have pure hearts. At the end of the show everyone in the venue shouted "Ari Gato Ari Gato [thank you]". I couldn't quite catch it at first but my heart was moved.

[Someone asks if he thinks of living overseas in the future. Like, next to Yoshiki?]@.wyuchan3112 I have no intention of living in Los Angeles… It doesn't match with my senses. Visiting once in a while is enough for me. Rather, I think somewhere like Poland or Hungary would suit me. Though personally I want to live in Spain...


Ten drugi wpis znalazłam dzisiaj i aż mi się miło zrobiło :) Wiem, wiem ehhh GACKT-san! Jeszcze dochodzę do siebie, pozostali domownicy mają mnie już dosyć. 

Niedziela. P. pisze sms'a ratunkowego. Co prawda po sobocie doszłam do siebie gdzieś tak koło 14. Plan ratunkowy polegał na tym, że P. musi wyrwać się z domu. Pogoda ładna, może trochę za duszno. Uzgodniliśmy, że pójdziemy na lody a potem do kina na Kapitana Amerykę. Lody smaczne ale za dużo bitej śmietany i czekolady a film zaliczam do tych średnio dobrych. Wychodzimy z sali a tu leje! Dosłownie, nawet dach Multikina przeciekał. Film skończył się o 21, jeszcze tylko kupić popcorn na drogę. Lekko zmokliśmy ale wieczór zaliczam do udanych :)

No i tak, tyle wrażeń miałam w ten weekend.

4 komentarze:

  1. weekend weekend, co ja wogóle w weekend robiłem..... a tak anime i wiedźmin, książka nie film lub gra.



    2 i pół tygonia do B3

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm... Tigra mogłabyś podać jakiś namiar na siebie (e-mail na przykład)? Bo mam pytanie, w sumie to nawet nie jedno xD

    OdpowiedzUsuń