środa, 12 grudnia 2012

Kalendarze from Japan.

Jestem sobą, która bez kalendarza nigdzie się nie rusza. Lubię i jednocześnie muszę mieć wszystko zapisane, bo jak wiadomo pamięć ludzka jest bardzo zawodna. Zarówno sprawy prywatne jak i zawodowe a właściwie jakieś informacje czy zapiski muszą się znaleźć w moim kalendarzu kieszonkowym.

Od paru lat przywożę sobie kilka sztuk (tak tak - kilka sztuk) kalendarzy z Japonii, które na stałe goszczą w moim życiu. Czy to porozwieszane gdzieś w pokoju, na biurku czy właśnie w plecaku bądź torebce. Ja wiem, że kalendarz jest również w telefonie i to nie jest tak, że nic tam nie zapisuje - zapisuje właśnie jako przypomnienie.

Mój ulubiony kalendarz to "Date Book" wydawany przez firmę Midori. Produkują oni nie tylko wszelkiej maści notatniki ale również spinacze w różnych dziwnych kształtach np. kaczuszek (polecam ich katalog online). Co do kalendarza - mam słabość do koniczyn i właśnie z tego względu go kupiłam. Jest bardzo przestronny i dobrze zorganizowany. Jest w nim tyle miejsce ile potrzebuję, więc nic nie zostanie pominięte. Na końcowych stronach znajdują się rysunki metra np. tokijskiego (ale chyba tylko po to aby - patrząc z perspektywy japońskiego obywatela - co by się nie zgubić podczas podróży).

Japanese calendars - 2013.

Japanese calendars - 2013.

Japanese calendars - 2013.

Japanese calendars - 2013.

Przez wiele lat wykształciła się u mnie bardzo widoczna słabość do wszelkich kotowatych tego świata. Na stare lata planuję zostać kociarą i pokaźną kolekcją konsolowych (i nie tylko gier) oraz książek, oraz z makabrycznie wielkimi zapasami kawy :) A teraz na poważnie. Biurko mam dość małe i czasem trudno mi się na nim pomieścić ale kalendarz to rzecz święta i musi na nim być. Co roku kupowałam taki firmy Greeting Life w kształcie kota w różnych dziwnych pozycjach. I tym razem nie mogło być inaczej. Jednak problem pojawił się, gdy zobaczyłam kalendarz na biurko z wizerunkiem Maru. Nie wiem jak to się stało, że wylądował w koszyku - może dlatego, że zaczęłam się ślinić na środku Tokyu Hands a druga połowa wycieczki chciała oszczędzić sobie wstydu ^^ Więc teraz generalnie mam mały dylemat, który z nich używać hmm... ale po dłuższej chwili zastanowienia znajdę dla nich zastosowanie :)

Japanese calendars - 2013.

Japanese calendars - 2013.

Japanese calendars - 2013.

Ostatni kalendarz wisi obecnie na drzwiach i się prostuje. Co roku zawsze ten sam - z Totoro. To znaczy nie do końca ten sam, bo rysunki się zmieniają ale to zawsze musi być kalendarz z Totim, od którego przyznaję się bez bicia jestem uzależniona na tyle, że zaczynam podejrzewać siebie o chorobę psychiczną. Ale z drugiej strony wychodzę z założenia, że dobrze mieć w życiu jakieś "małe" uzależnienia :)

Japanese calendars - 2013.

Japanese calendars - 2013.


2 komentarze:

  1. Koty i Totoro to jak czekolada posmarowana masłem orzechowym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba by mnie po takim miksie zemdliło XD

      Usuń