poniedziałek, 25 czerwca 2018

Uzależnienie a hobby

Powszechnie w naszym społeczeństwie przyjęło się stwierdzenie, że każde uzależnienie jest złe albo co najmniej niewskazane. Bo człowiek uzależniony w dużej lub większej mierze ma problem z odstawieniem "obiektu" od którego jest zależny. Ale czym właściwie jest uzależnienie? Według definicji, którą znajdziemy w encyklopedii PWN przeczytamy, iż:

uzależnienia, med. zaburzenie zdrowia, stan psychologicznej albo psychicznej i fizycznej zależności od jakiegoś psychoaktywnego środka chemicznego, przejawiający się okresowym lub stałym przymusem przyjmowania tej substancji w celu uzyskania efektów jej działania lub uniknięcia przykrych objawów jej braku (abstynencyjne objawy)

Tyle słownikowo. Oczywiście, nie mówię tutaj o uzależnianiach od narkotyków, leków, alkoholu, etc. Są to bardzo przykre i ciężkie stany chorobowe wywołane różnymi stanami, zazwyczaj psychicznymi, społecznymi, etc.

Mój tata zawsze powtarza, że "wszystko jest dla ludzi, w normalnych ilościach". Ale kiedy jesteśmy w stanie stwierdzić, że ta "normalna ilość" jest jeszcze normalna, tzn. kiedy przekraczamy tę cienką linię dzielącą Nas od stanu, który śmiało sami jesteśmy w stanie określić idącym w stronę uzależnienia.



Z jednej strony, z własnego doświadczenia wiem, że kiedy kolekcjonowałam figurki z anime/mangi lub komiksy cieszyłam się każdym nowo pozyskanym egzemplarzem. Jakoś nie zawracałam uwagi, że mam ich dużo lub za dużo. Coś ukazywało się na rynku, zamawiałam, paczka przychodziła, rozpakowywałam pudełko, stawiałam na półce np. figurkę i byłam przez "krótką chwilę" zadowolona z nowego nabytku. Krótka chwila trwała do momentu zamówienie kolejnego przedmiotu, jeszcze bardziej przez mnie pożądanego. Istny obłęd! Ale tak właśnie rozumiałam kolekcjonerstwo - nie łączyłam go z uzależnieniem. Wręcz przeciwnie - tłumaczyłam sama przed sobą, że mam bardzo intensywnie rozwijające się hobby. Dość specyficzne ale jednak. Udzielałam się na kilku specjalistycznych forach o tej tematyce, na flickr jeszcze znajdziecie zdjęcia mojego autorstwa figurek. Będąc w Japonii, nie mogłam przejść obojętnie obok Akihabary, gdzie jak wiadomo jest największe zagłębie sklepów dla "otaku". Prawie wszystko w moim życiu koncentrowało się wokół figurk, a&m, fantasy.

Moment przełomowy nastąpił pewnego ranka, kiedy tuż po obudzeniu się zobaczyłam całkowicie zawalony pokój. Wszędzie były figurki, komiksy, inne gadżety, książki które kupowałam a nie miałam  czasu ich przeczytać, filmy, gry na konsolę, etc. W tym momencie czułam się tym wszystkim strasznie przytłoczona. Przytłoczona i o dziwno zmęczona. 

Przeprowadziłam poważny, wieloetapowy monolog wewnętrzny. Zadałam sobie kilka  pytań. Odpowiedzi na nie, niebyły łatwe ani oczywiste - przynajmniej na tamten czas.

- czy dalej moje hobby sprawia mi radość?
- czy chcę aby mój świat dalej rozwijał się w ten sposób?
- czy i za ile figurek powiem, że mam już wszystko co chcę, i czy ogóle jest to możliwe do osiągnięcia?
- kiedy ostatni raz odkurzałam figurki?

Może zabrzmi to dziwnie ale dopiero to ostatnie pytanie, z szeregu innych sprawiło, że stwierdziłam, że nadszedł czas na poważne zmiany. Wychodzę z założenia, że mając jakiekolwiek hobby powinno się o nie dbać, jeśli jest to oczywiście hobby materialne. A ja tego nie robię już od dłuższego czasu. A skoro tego nie robię, to upraszczając tok myślenia, hobby mnie przerosło i stało się po części uzależnieniem - od kupowania, od posiadania. 

Systematycznie od 2 lat, wysprzedaje swoją kolekcję. Przyznam się też, że duży wpływ miał na to minimalizm. Jakoś bardzo uspokajająca jest dla mnie wizja celu, który sobie założyłam i pomału staram się go zrealizować. Zobaczymy, czasu aby zminimalizować stan posiadania mam coraz mniej  ale wierzę, że systematyczność ma tutaj kluczowe znaczenie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz